Obserwatorzy

czwartek, 24 kwietnia 2014

11. Feeling Sorry, część druga

Odchyliła się na krześle próbując zwiększyć przestrzeń między sobą a tym wariatem. Dzięki kajdankom nie mógł dosięgnąć jej fizycznie, ale wykorzystywał swój hipnotyzujący głos, by uderzyć w nią psychicznie. Z całych sił starała się nie wpaść w tą pułapkę, którą na nią skrupulatnie zastawiał. Chciał skupić całą jej uwagę tylko na sobie i odwieźć jej uwagę od czegokolwiek innego. Byłby głupcem, gdyby sądził, że przyszła się z nim spotkać dla przyjemności. Raporty policyjne świadczyły o nieprzeciętnej  inteligencji tego człowieka, więc mogła spokojnie założyć, że wie po co tu jest. Musiał zdawać sobie sprawę, że jedyne czego ona od niego chce, to by przyznał się do pozostałych zabójstw.

-I co ci to dało, Keynes? I tak ci się wymknęłam. Cokolwiek roiłeś sobie w głowie już przeszło do historii. Spójrz tylko na siebie – siedzisz przykuty do stołu, kiedy ja umawiam się z uroczymi mężczyznami, którym pozwalam się dotykać, o czym możesz tylko marzyć. –  Ćwiczyła te wszystkie zdania przed lustrem i tylko dzięki temu jej głos się nie trząsł, i również dzięki temu udało się jej utrzymać oczy w jednej linii z jego.

Johnowi nie podobała się myśl, że ktoś inny mógłby jej dotykać. Cały się szarpnął, a przez głowę Meg przeszła myśl, że kajdanki mogą go nie utrzymać. Tak samo jak przymocowany do betonowej podłogi stół. Kiedy opadł z powrotem na krzesło, przez chwilę – która zdawała się wiecznością – wlepiał w nią swoje oczy, próbując ją przejrzeć. Niespodziewanie wybuchnął śmiechem. Radosnym, niepohamowanym śmiechem, który brzmiał jakby właśnie usłyszał dobry żart.

-Prawie mnie przekonałaś. Byłem, o tak, blisko. - Przybliżając palec wskazujący i kciuk, pokazał jej jak blisko. Gest wyglądał komicznie przez jego spętane nadgarstki. – Tak niewiele brakowało, a uwierzyłbym w ten stek bzdur. Naprawdę dobra sztuka z ciebie, słodka Meg.

Zakrywając swoją dłoń ramieniem, wykonała uspokajający ruch do kamery. Jego agresywne ruchy mogły zaniepokoić strażników, a nie była jeszcze gotowa by im przerwano.  Z każdą minutą poznawała go coraz lepiej. I chociaż to była jedna z najbardziej przerażających konwersacji, jakie w życiu odbyła, jej strach malał. Nie był już bezimiennym zagrożeniem czyhającym gdzieś za rogiem, ale oddychającym, żywym człowiekiem. A z tym sobie potrafiła poradzić. Chociaż nie wiedziała jak to robi, raz za razem udawało jej się nagiąć ludzi do jej woli.

-Słucham?

-Okłamałaś mnie przed chwilą, Megaro: Nie ma żadnego mężczyzny. Nie ma nikogo, kto by położył na tobie palec, poza mną.

-Nie powiedziałabym. – Zaprzeczyła sznurując wargi. Przed oczami miała roześmianą twarz Harrego, który był jej kotwicą. Wiedziała, że nie może popłynąć z szaleństwem tego człowieka, dlatego, że jej kędzierzawy „przyjaciel” czekał na nią.

-Ach, tak! Absolutna racja. – Powiedział w zachwycie. – Ty nigdy nie jesteś sama. Jak satelity krążą wokół ciebie ludzie. Wielu ludzi. I każdy z nich kocha cię w sposób absurdalnie bezgraniczny, że to bywa czasem nawet śmieszne. Masz tylu przyjaciół, przeciętny człowiek ma szczęście jeśli lojalny wobec niego jest jeden człowiek, a ty masz ich tak wielu, że zgubiłem się w liczeniu. Nigdy cię to nie zastanawiało, kochana?

-Nie. Szczerze mówiąc nigdy.

-Oczywiście, że nie naszły cię wątpliwości. Zakładasz, że to ci się należy, że zasłużyłaś na to, co najlepsze. Przeżyłaś tak wiele w przeszłości, że żyjesz w przekonaniu, iż powinnaś być szczęśliwa. Jakby wszechświat przejmował się twoim gównianym istnieniem!

-Nie masz pojęcia co myślę i jak myślę. A co więcej – nie masz prawa mnie osądzać, Keynes. – zawarczała. Rozmowa zmierzała w kierunku, który wcale jej się nie podobał. Jakim cudem udało jej się zachować lodowaty ton? Nie miała pojęcia.

-I tu się mylisz, kochana. Jesteśmy do siebie podobni. Ty i ja – jesteśmy ulepieni z tej samej gliny.

-Nie jestem psychopatką. – Pochyliła się nad stołem. Syk wydostał się z spomiędzy jej zębów, gdy Keynes zrobił dokładnie to samo.

-Brak diagnozy nie świadczy jeszcze o zdrowiu psychicznym, kotku. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, słodka Meg, jaką radość sprawiało mi obserwowanie ciebie. W odróżnieniu od moich innych… przyjaciółek, tak to dobre słowo-dodał po zastanowieniu. - Byłaś jak diament wśród piasku. Inteligentna, zabawna, cholernie seksowna i nieskończenie skomplikowana. Tkwisz w swojej przeszłości i używasz jej jako usprawiedliwienia dla swoich teraźniejszych akacji, jesteś tak dobrą manipulatorką, że nikt nie podważyłby twoich słów. Nawet ci, którzy są najbliżej ciebie - Hope i Francesco. To dopiero naiwniacy, co Meg? – Już otwierała usta by zmieszać go z błotem za wciąganie w to jej przyjaciół. – Nie przerywaj mi, mała. Twoi drodzy przyjaciele, głupi jak stóg siana. Zasmarkałaś, zapłakałaś, a oni wybaczyli ci lata kłamstw. Muszę powiedzieć, że jestem pod wrażeniem – takiej manipulatorki jak ty, jeszcze nie widziałem. Nawet na mnie to działa.

To był jakiś absurd. To nie mogło się dziać naprawdę. Facet był autentycznie dumny z siebie. Dumny z tego, że jego umysł jest nieodwracalnie zdewastowany. Dumny z tego, że jej mógł być również.

-Jesteś śmieszny. – Żachnęła się zaraz po tym, jak oczyściła swoje gardło. Rósł w niej niepokój. Jego słowa były prawdą. Nie było kłamstwa w tym co mówił, bo te fakty znała. Ale to, jak je prezentował, powodowało, że zaczynała się bać samej siebie. Kim była? Czy rzeczywiście była tak niebezpieczna, jak człowiek przed nią?

-Tak bardzo starasz się być normalną, szczerą osobą, której zależy na dobrych stosunkach z innymi. – Kontynuował, rysując na jej dłoni nieporadne WZORKI. Nawet nie wiedziała, kiedy chwycili się za ręce. Nie wyrwała jej. Skoro czuł się tak blisko z nią, to może się przed nią otworzy? - Starasz się zmusić do tego, żeby ci zależało. Ale nie wychodzi, prawda, słodka Meg? A ja wiem dlaczego ponosisz raz za razem fiasko. Raz za razem zawodzisz swoich przyjaciół. Zwyczajnie jesteś taka jak ja. Nie potrafisz mówić prawdy. Chcesz kłamać. Ale z jakiegoś niezrozumiałego powodu, zamiast ulżyć sobie i skłamać, ty wolisz nie mówić nic. Walczysz ze swoją naturą i to mnie fascynuje jak diabli.

-Wiesz o mnie tak wiele. – Pozwoliła, by jej kciuk przebiegł po wierzchu jego dłoni. Uwodzenie nie było najbezpieczniejszą i najrozważniejszą rzeczą, jaką mogła w tym momencie zrobić, ale zdecydowała się zaryzykować. – A ja o tobie nic. Nie uważasz, że to nie fair?

Przez kolejną godzinę opowiadał jej o sobie wszystko - o tym jak dorastał, o kobietach, które go zostawiły i o tym, że zmieniał pracę z błahych powodów, niemal jak rękawiczki. Kiwała głową ze zrozumieniem, nakładała współczucie na twarz jak makijaż i plotła swoją sieć. Mógł ją przerażać, ale nie pozwoliła sobie zapomnieć, że ma nad nim przewagę: jest wolna.

                -A Abigail? Gdzie ją poznałeś? – Imię jego pierwszej ofiary wyrwało go z magicznego świata opowieści, którą snuł swoim hipnotycznym głosem. Wyglądał jakby zamiast miękko zadać niewinne pytanie, wylała na niego kubeł zimnej wody.

                -Znowu dałem się złapać. – Uderzył dłonią w stół, śmiejąc się. Tym razem nie udało się jej podnieść dłoni na czas i do sali wtargnęło dwóch strażników i kładąc dłonie na ramionach Keynesa, zmusili go do tego, by usiadł z powrotem. To był znak, że dzisiejsze przesłuchanie dobiegło końca. Oczywiście, nie wyciągnęła od niego nic nowego, bo bajka, którą jej przedstawił była tą samą górą kłamstw, którą poczęstował sądowego psychologa. Jednak szczegóły się nie zgadzały albo zaczynał gubić się we własnych kłamstwach, albo otworzył się przed nią tak, jak chciała.

Przez chwilę uparcie patrzyli sobie w oczy. Grymas rozbawienia nie znikał z jego ust, a Meg pozwoliła, by obojętność wypłynęła na jej twarz. Musiał wiedzieć, że grała przez cały ten czas, że nie było w niej grama współczucia. Musiał, bo to podtrzymywało jego zainteresowanie.

                -Jesteś ekstraordynaryjna, Megaro. Pierwsza kobieta, która na mnie tak działa. Już nie mogę się doczekać naszego następnego spotkania – proszę, załóż spódnicę. – Skurwiel doskonale wiedział, że musi tu wrócić, bo nic jej nie powiedział. Nie był przecież głupi. Była pod ścianą i zamierzał wykorzystać to do ostatniej chwili.

Jej sylwetka znajdowała się już w drzwiach, gdy dosięgnął ją jego głos pełen pewności siebie.:

-Pamiętaj, piękna Meg. Wiem o tobie więcej, niż ty sama. O tobie i twoich przyjaciołach. Kto by pomyślał… Harry Styles. Naprawdę?

Nim zdążyła odpowiedzieć, strażnik zamknął za nią drzwi i odprowadził do wyjścia. Skąd wiedział o Harrym? Czemu go w to wciągał? Jego ego było wielkie jak arbuz i z pewnością nie czuł się zagrożony przez chłopaka. Dlaczego więc wciąga go w tą zabawę? Została sama z milionem pytań. A największym z nich było pytanie o to, gdzie podział się jej strach. Gry, do której wyzwał ją Keynes, nie mogła przegrać. Była o krok od niego. Miała to, czego chciał on. Miała siebie. A przykuty do stołu nie mógł jej dosięgnąć. Zapewniając się po raz setny o swoim bezpieczeństwie i o tym, że jest inteligentniejsza od tego przestępcy, ignorowała głos, który twierdził, że tak naprawdę się jej to podobało. Wymiana zdań z człowiekiem, którego myśli pędziły tak szybko jak jej, który był podstępnym i bystrym obserwatorem, sprawiała jej niekomfortową, ale wciąż przyjemność. I nie ważne, że chciał ją wykorzystać i zabić. Był kimś, kogo chciała wgnieść w ziemię i ta determinacja była jej nieznana.

Może i nieznany był jej taki typ determinacji, ale za to znała inny. Wracając na ziemię i do swojej rzeczywistości, wyciągnęła telefon, by zadzwonić do Harrego.


***

-Co to miało być, koleś?

W chwili, gdy za piątką młodych mężczyzn zamknęły się drzwi, Louis dał upust swoim nerwom.

-Co to, na miłość boską, miało być? Czy ty w ogóle masz mózg? A może ta głowa służy ci tylko do stylizowania tych swoich przeklętych loczków? – Cedził przez zęby. – Ty wiesz, co teraz się będzie działo? Przecież nasze dziewczyny oszaleją!

Liam położył dłonie na ramionach przyjaciela. Jego masywna sylwetka górowała  nad Tomlinsonem i chociaż przyjaciel nie należał do tych, którzy łatwo się poddają, to zamilkł. Ale to wcale nie świadczyło o tym, że temat się dla niego skończył.

-Jeszcze z tobą nie skończyłem, Styles. – Zagroził Tomlinson i pokazując swoje wąskie plecy wpakował się do czekającego na nich Addison Lee. Mieli mało czasu, bo do gali zostało zaledwie kilka godzin, a musieli przeprowadzić próbę i przejść przez proces stylizacji.

Kiedy siedział już wygodnie w samochodzie, a chłopaki porzucili wrogie spojrzenia na rzecz przechwalania się, który z nich lepiej bawił się na wakacjach, jego telefon zaczął wibrować. Modlił się w duchu, by to nie była Meg, bo nie wiedział jak zniesie kolejne kłamstwa, które będzie musiał z siebie wydusić. Najwyraźniej jednak wszechświat postanowił się pastwić nad jego losem atakując go co rusz Megarą Neumann.

-Harry! – Wykrzyknęła z ulgą, gdy się przywitał. Zmarszczył brwi, zaniepokojony jej zachowaniem. Porzuciła swój nonszalancki i obojętny ton, a to oznaczało, że wydarzyło się coś poważnego. Spojrzenia, które otrzymał od członków zespołu były co najmniej zaciekawione. A bardziej prawidłowym określeniem byłoby: nachalne. Odwrócił się do szyby i skupił całkowicie na jej głosie.

-Coś się stało, kotku?

-Nie, nic takiego. – Kłamała. Wiedział, że kłamała. Nie wiedział skąd, ale to kłamstwo zgrzytało w jego uszach. – Tęskniłam. Po prostu. Gdzie jesteś?

-Hym… - Jak miał jej powiedzieć, że jest w Londynie, by odebrać nagrodę dla najlepiej zarabiającego zespołu w dwa tysiące trzynastym roku i nie wyjść na samochwałę?– Nie mogę ci powiedzieć gdzie jestem. Przepraszam.

-Ok… - Usłyszał w jej głosie powątpiewanie i wiedział, że zaufanie dziewczyny ucieka jak powietrze z przebitego balona. Ogarnęła go panika. Nie wiedział co robić, a słowa wyszły z jego ust, zanim zdążył nawet o nich pomyśleć.

-Też za tobą tęsknię. – wydusił niemal szeptem.

Zdołało ją to uspokoić, bo po odetchnięciu z ulgą zaczęła opowiadać mu o kolacji z Hope, którą chciała zorganizować, by zeswatać ją i Vegę. Entuzjazm z jakim podchodziła do tego pomysłu zaraził go momentalnie. Nie mógł się już doczekać jutrzejszego popołudnia i podwójnej randki. Oczywiście takie rzeczy nie były w jego stylu, ale skoro ona tego chciała to i on miał na to ochotę.  Mógłby chwycić ją za rękę pod stołem, a może nawet przesunąć  dłonią w górę po udzie. Może po kolacji zaprosiłby ją na spacer i skradł pocałunek? Nie wspomniała słowem, że mają pójść tam jako para, ale to nie powstrzymało jego marzeń.

-Więc widzimy się jutro? – Jej głos był pełen nadziei, a niepewność, którą odczuł na początku rozmowy, wzrosła. Wyglądało na to, że nie mógł zostawić Meg nawet na pięć minut, by nieszczęścia nie zaczęły się zwalać na głowę tej dziewczyny. Kiedy wróci do San Francisco będzie musiał wyciągnąć z niej wszystko, co się wydarzyło podczas jego nieobecności. Tylko jak ma zmusić to uparte stworzenie do powiedzenia mu prawdy?

-Tak, kochanie.

Cisza, która zapanowała po tym jak się rozłączył, była krępująca. Wiedząc, że czeka go masa przedrzeźniania, odwrócił się do swoich przyjaciół. Ale złośliwy komentarz zamarł na ustach Louisa, gdy zobaczył twarz Harrego. Nieważne jak się starał - jego twarz promieniowała szczęściem. Nie można było tego przeoczyć. I tak, po raz pierwszy od przesłuchania do X-Factora, zamiast głupich uwag otrzymał szczere gratulacje. Tylko pytanie Niall’a oderwane było od kontekstu:

-Ej, a jak w ogóle nazywa się to twoje złote słońce?











Kochani!
Jak tam po świętach? Wszyscy się trzymają? Spodnie nie pękły w szwach? Bo moje prawie. Ale w sobotę do pracy, więc trzeb trochę przystopować i pyszności z lodówki omijać szerokim łukiem.
Pamiętacie jeszcze, że Meg pracuje w barze na plaży? No więc będę robić to samo co ona. xD Jak będziecie w okolicach Władysławowa latem to dajcie znać!
Miałam przez chwilę problem z pisaniem, właściwie to depresje nawet, ale już przeszło. Co więcej postanowiłam pisać krótsze rozdziały, ale mam nadzieję, że uda mi się dodawać je częściej. Mam nadzieje, że to ułatwi wam czytanie.
Eee... I "Feeling Sorry" ma 3 części. Sorry?

Całuję!
M.K 

8 komentarzy:

  1. Na początku chciałabym przeprosić za tak długą nieobecność. Mimo wszystko z rozdziałami jestem na bieżąco. ;)

    Przyznam szczerze, że spodziewałam się trochę obszerniejszych wyjaśnień Keynesa. Ale i tak jestem zadowolona, bo Meg dała radę. Szkoda tylko, że będzie musiała znów być na komisariacie.

    Moim zdaniem i Harry, i Meg są skomplikowani. Ich relacje nie się takie, jak u normalnych przyjaciół. Zawsze coś się dzieje, coś się psuje. Mam nadzieję, że Meg w końcu otworzy się na Harry'ego i powie mu prawdę. Jak mają coś zbudować, skoro ona nie potrafi mu tak do końca zaufać? Skoro oboje coś przed sobą ukrywają?

    Pozdrawiam i życzę mnóstwa weny ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny rozdział !!
    +
    Zostałaś nominowana do Liebster Award, więcej informacji znajdziesz tutaj --> http://loveyouandhate.blogspot.com/p/nominacje.html

    OdpowiedzUsuń
  3. Zupełnie nieoczekiwany przeze mnie rozdział :) Udało Ci się mnie zaskoczyć nie tylko dodaniem rozdziału, ale i jego treścią! Gratuluje ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dopiero znalazłam twoją stronę. Dosłownie dwie godziny temu zaczęłam czytać blog. Szczerze? Ogromnie się zdziwiłam, że doszłam już do tego rozdziału. Mówię sobie, ale jak to nie ma części 12?!
    Szukałam czegoś co mnie wciągnie. Twoja twórczość zamiast zaspokoić mój "głód literacki", jeszcze bardziej go podsyciła. Chłonęłam każdy cytat, każde napisane przez Ciebie słowo, mimo, że doszukałam się kilku błędów. Śmiałam się, prawie płakałam, zbliżyłam się do bohaterów. Bardzo polubiłam postać Biskupa!:) W ogóle nie interesuję się 1D, ale to chyba trzeci blog z opowiadaniami o tej tematyce, który mi się spodobał. Masz ogromny talent, wierzę, że nie stracisz weny, czy czego tam potrzebujesz, żeby pisać jak piszesz.
    Czekam z dużym zniecierpliwieniem na kolejny rozdział i gorąco pozdrawiam!:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za piękny komentarz! xoxo

      Usuń
  5. Aż głupio, że do tej pory nie znalazł się tutaj mój komentarz! Ale dobrze wiesz jak tam moja sytuacja teraz, nie muszę się powtarzać, mam tylko nadzieję, że za dwa tygodnie wszystko wróci do normy i będę bardziej obecna. Komentarz może być chaotyczny, bo robię w sumie milion rzeczy naraz - typowa ja!
    W sumie trochę się obawiałam spotkania Meg z tym obleśnym typem. Oczywiście jednocześnie trzymałam kciuki za naszą bohaterkę, by dała z siebie wszystko i poszło po jej myśli. Poniekąd się to udało, poniekąd nie. Chyba nie będziesz zaskoczona, jeśli powiem, że obecność Johna i samo to, że oddycha ogromnie mnie wkurza. Ten człowiek jest tak pewny siebie, że aż mi się słabo robi. Tak samo na samą myśl o tym, w jaki sposób postrzega Meg. Ale ciarki mnie przeszły jak po raz kolejny wspomniał o tym, że czerpał przyjemność ze śledzenia każdego jej kroku i tak dalej. W sumie takie coś może się każdemu przytrafić i przez większość czasu jesteśmy po prostu tego nieświadomi. No coś strasznego, na pewno nikomu tego nie życzę. Walka z tym typem będzie ciężka i pewnie długa, bo jak widać nie ma zamiaru się poddawać, będzie wymyślał kolejne bajeczki, byleby tylko Meg przychodziła do niego jak najczęściej, a on mógł się na nią bezczelnie gapić i utwierdzać w przekonaniu, że niczego nie wskóra.
    Kiedy to przesłuchanie się skończyło i Meg od razu poszła zadzwonić do Harry'ego - rozczuliło mnie to totalnie! Oboje brną w kłamstwa, ale mimo wszystko cięższe i trudniejsze do zniesienia jest to, które oferuje Harry. Wiem, że jest mu ciężko dalej to robić, to widać nawet, więc radzę mu z dobrego serduszka, żeby jak najszybciej powiedział jej prawdę. Szczególnie, że John najwyraźniej jakimś cudem już o wszystkim się dowiedział i przez przypadek lub celowo może powiedzieć o tym Meg, a jestem pewna, że dziewczyna wolałaby to usłyszeć z ust Harry'ego.
    Zrobiło mi się smutno jak Styles powiedział, że nie może wyjawić miejsca swojego pobytu. Ale Meg również mnie zaskoczyła tym, że nie brnęła dalej w temat, sprytnie go ominęła i nawiązali rozmowę o czymś zupełnie innym. Lubię ich jako parę, serioooo! I na koniec Niall, który zawsze musi powiedzieć coś, co niekoniecznie wiąże się z tematem - i chyba za to kocham go najbardziej! Taki z niego słodziak. I jeszcze jedno przecie - cieszę się, że Styles w końcu zaczął dostawać gratulacje i tak dalej, bo ileż można słuchać ludzkiego narzekania?
    Kochana, oczywiście, że rozdział mi się podobał. I niecierpliwie czekam na trzecią część Feeling Sorry, mam nadzieję, że szybciutko się pojawi. Dużo weny Ci życzę, czasu, czego tylko potrzebujesz.
    Lovki <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Zaczęłam czytać po maturze z matmy, ledwo żywa wstałam i wzięłam się za przeczytanie, choć wiem, że powinnam zostawić to sobie na bardziej przyjemny moment w życiu. Jednak cóż, nie chcę dłużej już czekać, więc po tym jakże interesującym wstępie przejdę do sedna.
    A więc, co do rozmowy z aresztowanym panem, nie wiem jak wytrzymała to nasza kochana bohaterka. Osobiście myślę, że nie wytrzymałabym tego. Podziwiam ją, za to że mimo kłębiących się myśli, że to aż dziwne, że daje radę, że no haha dała tą radę. Na samą myśl robi mi się niedobrze, taki pewny siebie typek, wszystko wiedzący, widzący i Bóg wie co jeszcze.
    Sama myśl o tym, że ją śledzi ugh, dreszcze czasami mam wrażenie, że mnie ludzie śledzą, a gdyby okazało się to prawdą to nie wiem co bym zrobiła. Mam nadzieję, że mimo zapowiadających się więcej ciężkich spotkań Meg się nie złamie, i będzie dobrze.
    Telefon do Harry'ego to taki cóż, naprawdę słodki odruch, ukazujący jak naprawdę stawia go blisko swojego serduszka. Zdaje mi się, że oboje są podobni, otoczeni kłamstewkami i kłamstwami. Myślałam, że Meg będzie raczej wierciła dziurę w brzuchu by dowiedzieć się, gdzie posiało Harry'ego, ale nie. Dość miłe zaskoczenie. Przyznam, że coś nie mogę się doczekać tej kolacji, nawet nie ze względu na Meg i Harry'ego, który wyobraża sobie dość dużo, ale przyjaciół głównej bohaterki. No i Nialler, oh musiałam się roześmiać, taki zabawny punkcik na sam dobry i przyjemny koniec.
    I niech Tomlinson niech się tak nie spina. Chyba każdy ma prawo do szczęścia nawet Harry. Bożyszcze nastolatek.
    Życzę Ci bardzo dużo weny! Czasu i niecierpliwie czekam na kolejny rozdział! :)
    Pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Słowem krótkiego wstępu pragnę powiedzieć, że nie mam zielonego pojęcia, jakim cudem trafiłam tutaj tak późno. Pamiętam przecież doskonale, jak powiadomiłaś mnie na tt o nowym rozdziale, a że zaległości nadrabiam w weekendy, nie przeczytałam od razu. Najwyraźniej blogspot, ten ch... niemyty (zresztą nie pierwszy raz) nie zaktualizował LD przy liście czytanych blogów, skąd bardzo szybko wyleciało mi z głowy, że dodałaś jakąś nowość. Przepraszam Cię za to najmocniej i obiecuję, że podobna sytuacja się nie powtórzy - a przynajmniej obiecuję, że jak już sobie zrobię taką obsuwę, to wszędzie, a nie tylko u Ciebie XDDD
    Co jak co, ale Megara to jest naprawdę twarda babeczka. Ja ją od samego początku podziwiałam, że w ogóle zgodziła się uczestniczyć w przesłuchaniu Keynesa, tym bardziej, że doskonale zdawała sobie sprawę, że ma przed sobą twardego zawodnika. I nawet kiedy facet grał na jej najbardziej czułych punktach, ta nie traciła zimnej krwi, tylko nadal brnęła w zadanie, które jej powierzono. Jeśli zaś chodzi o samego wyżej wspomnianego, to muszę powiedzieć, że zdrowo mnie wkurzył w tym odcinku. To znaczy irytuje mnie od samego początku, jednak tym razem wyjątkowo. Widać, że doskonale poznał swoją niedoszłą ofiarę i nie mówię tutaj o informacjach personalnych czy tych z życia osobistego, on naprawdę zdążył się zorientować, jaką Meg jest osobą, wyciągając niemal natychmiast na stół jej najsłabsze punkty, wspominając o negatywnych cechach jej charakteru. Chociaż John był taki pewny swojego zdania, ja się absolutnie nie zgodzę. Może i Megara ma specyficzny sposób bycia, a na co dzień lubi się zasłaniać kłamstwami czy po prostu unikać szczerej odpowiedzi, ale to wcale nie czyni z niej psychopatki. Swoje w życiu przeszła, to normalne, że jej mechanizm obronny działa na pełnych obrotach. Nie mówię, że manipulacja czy po prostu kłamstwa są dobre, ja sama nie znoszę czegoś takiego, ale mimo to uważam, że to nie znaczy, iż Meg jest złym człowiekiem. W tym rozdziale zwłaszcza pokazała klasę, była nawet zdolna na pewien sposób flirtować z Keynesem, byleby tylko wyciągnąć od niego niezbędne dla policji informacje. Chociaż byłam z niej dumna i wiedziałam, że wbrew pozorom wyjdzie z tej rozmowy bez szwanku, cały czas tylko czekałam, aż padnie nazwisko Harry'ego. I stało się, niestety kiedy przesłuchanie zostało już zakończone. Dla Stylesa to ostatni dzwonek na to, żeby wyznać Megarze prawdę o sobie, w przeciwnym wypadku zrobi to Keynes, co zaboli znacznie bardziej.
    Widać jak na dłoni, że Harry jest zakochany, Meg również czuje do niego coś głębszego, chociaż jeszcze nie do końca wiadomo, jakie uczucie się z tego wyklaruje. Prawda o Hazzie powinna zostać wypowiedziana już dawno, dlaczego on tego jeszcze nie zrobił? Na co czeka? Wiem, że mu ciężko, zwłaszcza teraz, kiedy jest bardzo zaangażowany w całą sytuację, ale no zmiłuj się Hazz, Meg nie będzie żyła w błogiej nieświadomości w nieskończoność, a chociaż jestem przekonana, że tak czy siak rozerwie Cię na strzępy, podepta a potem spali, to będzie jeszcze gorzej, kiedy zostanie poinformowana z drugiej ręki. Niech on się, do cholery, wreszcie zmobilizuje i jakoś to z siebie wykrztusi. Raz kozie śmierć.
    No nic, kochana, kończę. Wiem, że rozdział ani długością, ani jakością nie powala, ale nie chcę Ci tu truć bez sensu, chyba przekazałam wszystko, co miałam do powiedzenia XD Nie pozostaje mi nic innego, jak poczekać na trzecią część tego rozdziału, bo już się doczekać nie mogę. I mam nadzieję, że pamiętasz, iż jestem wielbicielką Twojego stylu. Nic się nie zmieniło <3

    OdpowiedzUsuń