Obserwatorzy

poniedziałek, 31 marca 2014

10. Feeling sorry, część pierwsza


We wszystkich filmach, które widziała, płacz rozdzierał bohaterkę pod prysznicem. Kuliła się ona pod kroplami wody, jak pod ostrzałem pocisków z karabinów maszynowych. Domyślała się, że reżyserzy próbowali stworzyć przenośnię – krople wody miały symbolizować problemy, z którymi postaci się zmagały. W jej opinii było to nadużycie. A nawet była zdania, że taka symbolika jest gówno warta. Gdyby kłopoty były jak krople wody, to z tą samą prędkością, z którą się pojawiały, znikałyby w odmętach niepamięci lub kanalizacji.


Po pięknych, białych kafelkach piął się abstrakcyjny, kwiatowy wzór. Liście zawijały się i zmieniały w łodygę, która później przekształcała się w pąki kwiatów. W przeciągu ostatniej godziny nauczyła się wzoru na pamięć. Subtelna linia, najpierw zmieniała się w szeroki liść, który czubkiem dotykał łodygi, aby się w nią wtopić i po chwili zmienić się w kwiat, którego jeden płatek był cieńszy niż  reszta i dawał początek kolejnej spirali liścia. Woda, w której była zanurzona, od dawna była zimna. Ceramiczna wanna pochłonęła ostatnie opary ciepła, a z premedytacją nie włączyła podgrzewania. Potrzebowała tego wszystkiego, by się uspokoić. Dlatego żadnym ruchem nie zmąciła spokoju wody, której powierzchnia była gładka jak lustro. Zanurzona po szyję patrzyła tępo w ścianę, mając nadzieję, że kłopoty wyschną i znikną, jak wyschła woda na jej twarzy. Że znikną tak, jak woda, którą niedługo spuści  jednym prostym ruchem, jakim jest wyciągnięcie korka.


Ale wiedziała, że to rzeczywistość a nie film i problemy nie rozwiązują się same.


W ciągu ostatnich dwudziestu czterech godzin jej życie po raz kolejny obróciło się w jeden wielki chaos. Wiedziała w jaki sposób doprowadziła ponownie do tej sytuacji, ale nie potrafiła tego zmienić. Nie potrafiła ot tak uzewnętrznić swoich obaw i lęków. Za każdym razem coś ją powstrzymywało.


Największa samotność, z jaką przyszło jej się w życiu zmierzyć, była w niej samej. Tak szczelnie otoczyła się murem obronnym, by przypadkiem nie pozwolić innym dotknąć tego smutku, że stała się jego własnym więźniem. Krzyczała i drapała ściany, ale chociaż sama je zbudowała -  nie mogła ich zburzyć.


Szloch wyrwał się z jej ust, kiedy dopadła ją beznadziejność sytuacji, w której się znalazła. Najpierw jeden, niepewnie. Zaraz za nim podążył kolejny i następny. Łkała obejmując swoje własne kolana. Ale nie było nikogo, kto by ją  utulił, otarł jej łzy, więc przestała i płacz zastąpiło otępienie. Trwała w bezruchu, patrząc nieprzytomnie przed siebie, boleśnie świadoma, że nie ma nikogo, z kim mogła by podzielić się bólem.


Wszystkich odsunęła. Nie pozostała przy niej ani jedna osoba. Jej samotność odstraszyła wszystkich. Skutecznie.
I to sprawiło, że było jej samej siebie żal.



***


-Czy ona tak zawsze?

To pytanie wyrwało Hope z rozmyślań. Przez chwilę poczuł, że narusza jakąś świętą sferę intymną jej rozważań i chciał przeprosić za swoją impertynencję, ale szybko spłynęła na niego świadomość, kim jest ta dziewczyna: Była przyjaciółką Meg, o której mówił, więc nie raz musiała być zaskakiwana takimi pytaniami „od czapy”.

-Co niby? – Siła z jaką odstawiła szklankę sprawiła, że połowa jej zawartości znalazła się na blacie. Przez chwilę wpatrywała się w rozlany płyn ze złością, po czym zrezygnowana, pokręciła głową i zwróciła się do niego. –Co niby miałaby Meg robić zawsze?

-To wszystko. – wskazał ręką  na bar, gdzie ludzie bawili się na parkiecie, a Meg i Francesco masakrowali po raz kolejny „Crazy in Love” Beyonce.

Hope podążyła za jego wzrokiem, a jej czoło zmarszczyło się gwałtownie, gdy dostrzegła Meg przytulającą się do przyjaciela i szepczącą mu coś na ucho. Całe jej ciało się spięło. Harry nie był pewny, czy powinien ją objąć i pocieszyć, zwłaszcza, że po chwili, jej dłonie zacisnęły się w pięści i zaczęły drżeć. Pocieszanie Neumann było dla niego czymś normalnym, ale teraz, stojąc w obliczu roztrzęsienia emocjonalnego obcej mu osoby, nie wiedział co ma robić. Na szczęście, niespełna kilka sekund później, jej dłonie się rozluźniły i jedna z nich powędrowała do czoła, rozmasowując zmarszczki powstałe na skutek frustracji.

-Słuchaj, Harry. Nie powiedziałam o twoim sekrecie Meg, dlatego, że wydajesz się być miłym chłopcem. Ale nie spodziewaj się po mnie, że ułatwię ci w jakikolwiek sposób dobranie się do jej spodni. Macie problemy? Rozwiążcie je sami. Nie mogę wiecznie jej wszystkiego ułatwiać, ta laska musi w końcu dorosnąć. – Ostatnie zdanie wymamrotała do siebie i nie był do końca pewny czy dobrze usłyszał.

Jej reakcja zdziwiła go niemało. Nie sądził, że dziewczyny mają jakiś wewnętrzny konflikt, zwłaszcza, że chwilę temu plotkowały w najlepsze ramię w ramię. Ale były kobietami. Mieszkając z dwiema całe swoje życie, już dawno zrezygnował z prób zrozumienia tych stworzeń.

Hope ruszyła w stronę drzwi prowadzących na taras, gdzie się poznali. Jednak po zrobieniu kilku kroków wyrzuciła pięści w górę i na pięcie odwróciła się z powrotem w jego kierunku.Na jej twarzy widniał wyraz determinacji.

-Nawet nie wiesz, jak ciężko jest być jej przyjaciółką! Wkurza mnie niemożliwie, ale nie mogę zdobyć się na to, by jej nienawidzić. A ona cię lubi, chociaż nigdy tego nie powie. – wszystkie te słowa wyskoczyły z jej ust na jednym wydechu. – Więc słuchaj mnie uważnie: Meg nie staje na głowie dla każdego. I jeśli wydaje ci się, że ta cała szopka z karaoke to dla mnie czy Francesco, to puknij się w głowę.  Vega śpiewa jakby mu stado słoni nadepnęło na ucho i nie potrafi trzymać rytmu, nawet jak Meg wyklepuje mu go na plecach. Ja? Spaliłabym się ze wstydu, gdybym tam weszła. Wszystko to jest dla ciebie. Tak, dla CIEBIE, nie rób takich głupich min, bo ten wytrzeszcz ci zostanie.

Rozejrzał się po sali mrugając. To co mówiła, nie pasowało do jego wyobrażenia o Meg. Cały czas miał wrażenie, że jest dla niej tylko dodatkiem, miłą rozrywką, czy oderwaniem od kłopotów. Myśl, że mógłby być czymś więcej, sprawiła  mu tak niewymowną radość, że czuł, jakby unosił się pięć metrów nad ziemią.


-Meg jest egoistką, Harry. Musisz to sobie uświadomić. I nie taką egoistką jak to pokazują w filmach. Meg jest egoistką innego rodzaju. Ona myśli o tym co dla niej najlepsze, ale nigdy nie wykorzystałaby ciebie dla własnego dobra. Przeważnie nie myśli o innych ludziach. Po prostu. Nie dlatego, że nic dla niej nie znaczą, ale dlatego, że jej życie jest popieprzone i radzenie sobie z tym zajmuje większość jej myśli. A druga sprawa jest taka: Serio sądzisz, że Meg potrzebuje więcej ludzi by się o nich martwić? Z chorą matką, martwym bratem, ojcem z którym nie rozmawiała od lat i wyrzutami sumienia, które ją dręczą?

Przerwała na chwilę by wziąć oddech.

- Jak spojrzeć na cały obrazek, to powód dla którego przyjechałyśmy jest totalnie błahy. To, że jakaś suka napisała o niej kilka jadowitych kłamstw jest niczym. Ale wracając do tematu. – spojrzała Harremu w oczy. – Meg nie myśli o ludziach i ich nie zauważa. Dlatego kiedy to robi, możesz być pewny, że coś dla niej znaczą. A właściwie znaczą dla niej bardzo dużo. Więc proszę cię, Harry: Dbaj o nią. Jeśli chcesz być blisko niej musisz o nią dbać. A to będzie oznaczało, że będziesz musiał czasem rzucić jej prawdą prosto w twarz i ranić ją,  by sam sobie nie zrobiła większej krzywdy. Wiem, że wydaje się być idealna i piękn,a z tym swoim radosnym uśmiechem, ale musisz wiedzieć co robisz zanim wykonasz kolejny krok w jej zdewastowany świat. Chociaż po namyśle, może być już dla was za późno.



-Dolecieliśmy na miejsce, mogą państwo  bezpiecznie odpiąć pasy.

Dziesięć godzin lotu minęło w mgnieniu oka. Jego myśli nadal zaprzątały zdarzenia sprzed dwóch dni. Dwa dni, podczas których Meg była odległa bardziej, niż zazwyczaj.
 Chociaż odległa, nie oddawało jej stanu uczciwie. Coś się zmieniło w jej zachowaniu. Bezwiednie poszukiwała jego dłoni, gdy przesiadywali na plaży. Przygryzała wargę patrząc na niego, a czasem nawet przyłapywał ją na tym, że wpatrywała się w jego rysy z zagadkową zaciekłością.

Wiedział, że próbuje podjąć decyzje i nastręcza jej to nie lada zmartwień. Od wieczoru karaoke miał nadzieje,  że coś się zmieniło, ale nie odezwała się do niego słowem na temat tej bliskości, którą wtedy dzielili.  Miał nadzieję, że zauważyła wysiłek, jaki włożył w piosenkę, którą śpiewał specjalnie dla niej.  A płomień nadziei podsycały dodatkowo słowa, które padły z ust Hope.

Nie był jej obojętny.

To zmieniło wszystko. Jego podejście się zmieniło. Nie był już dłużej przepełniony euforią, czy spokojną determinacją. Zaczął się bać. Jego odważne plany, by ją zdobyć, przestały być aroganckimi przechwałkami. Pragnienie, by odnaleźć tą jedną, jedyną, z którą mógłby dzielić życie, było bardzo bliskie urealnieniu. A nic tak nie przeraża, jak spełniające się marzenie. Bo jakim prawem miałby mieć wszystko?

Wysiadł z samolotu i uścisnął pilotowi dłoń. Stewardesa uśmiechała się do niego filuternie, ale mina jej zrzedła, gdy zignorował błysk w jej oczach i zaczął się rozglądać za Paulem, który miał go odebrać z Heathrow. Dobrze było być znowu w Londynie.

-Dobrze cię widzieć Harry. Gotowy? – ochroniarz nie przestawał się uśmiechać. Lubił towarzystwo Harrego, bo chłopak był dojrzały ponad swój wiek i mógł z nim prowadzić rozmowę jak równy z równym. – Dzisiaj wielki wieczór, co Styles?

Brunet mruknął potwierdzająco w odpowiedzi. Nie cieszył się z powodu przerwania swoich wakacji ani z obowiązków zwalających się mu na głowę. Rozdanie nagród było ważne dla zespołu, ponieważ mieli uświetnić galę swoim występem, który miał być emitowany na żywo. Dla fanów One Direction było to ogromne wydarzenie –nie słyszeli o swoich idolach od wielu tygodni i zwyczajnie za nimi tęsknili.

Kiedy drzwi samochodu zatrzasnęły się za nim, naciągnął prędko kaptur na głowę i odpłynął  wraz z potokiem swoich myśli.

Z każdym kilometrem, który ich dzielił, jego obawy rosły. Jego myśli biegły z jednego bieguna na drugi. Z jednej strony wyobrażał sobie, jak przedstawia ją swojej mamie i jak obie zagłębiają się w babskiej rozmowie rzucając mu co chwilę spojrzenia spod rzęs i chichocząc łudząc się, że nie odgadnie ich mówią o nim. Ale to samo marzenie było ścigane przez rzeczywistość. Jego rzeczywistość, gdzie Meg musiałaby na niego czekać tygodniami. Przez wiele miesięcy zachodziłby w głowę, czy w czasie ich rozłąki nie znalazł się ktoś taki jak Brian, kto oferowałby jej ciepło i zrozumienie, którego on nie mógłby dostarczyć w czasie, gdy on był w trasie. Albo czy coś się jej nie stanie. Bo przecież wypadki chodzą po ludziach. Z jej lekceważeniem zagrożenia mogła wpaść pod samochód, wypaść z okna, albo gorzej.

Co mu po spełnionym marzeniu, jeśli jego serce miało by być pełne tylko przez moment, a potem powróciłaby pustka?

Znał ją. Wiedział jaką osobą była. Ale to nie było wystarczające. Między nimi było zbyt wiele niewypowiedzianych słów. Wdział to w spojrzeniu, które posyłała w dal. A gdy patrzyła na niego widział ich przyszłość, którą może już roiła w swojej głowie. Jakichkolwiek by planów nie układała, to i tak nie miały prawa się spełnić, bo skłamał. Skłamał i to mogło zniszczyć wszystko. I to sprawiało, że skręcał się z bólu.

***


Było coś takiego w zapachu świeżo parzonej kawy, co ją uspokajało. Nigdy nie piła jej na gorąco, więc nie chodziło tu o hipnotyzujący efekt pary unoszącej się nad kubkiem. Była zakochana w zapachu. Przywodziło to wspomnienia lat jej dorastania,  kiedy to Anna wstawała wcześnie rano, często przed piątą, by towarzyszyć córce w jej porannych zajęciach. W czasie, gdy ta brała prysznic, matka nastawiała ekspres i parzyła dla obu kawę. Te poranne chwile stały się dla nich z czasem tradycją. Często były to jedyne chwilę, które mogły spędzić sam na sam, zwłaszcza, że Meg należała do osób, które wypełniały każdą minutę swojego dnia zajęciami: a to drużyna koszykówki, a to dodatkowe zajęcia z historii, czy korepetycje z matematyki. Nie raz wracała późnym wieczorem do domu, a potem czekały ją – jak każdą licealistę – stosy zadań domowych. Dlatego właśnie ten krótki kwadrans spędzony nad filiżanką, był dla nich świętością.

I dlatego też kawa była tym napojem, który zawsze wprawiał dziewczynę w dobry nastrój.  Towarzystwo przyjaciółki i świeżych, pysznych owoców, tylko polepszało jej humor.

Razem z Hope plotkowały radośnie, nadal w swoich piżamach i bez grama makijażu na twarzy. Rumieniąc się co rusz i kryjąc za włosami, blondynka opowiadała jak krok po kroku zakochała się w Vedze. Tamtego wieczoru w klubie Chaplin, brunetka odpuściła przyjaciółce i pozwoliła się jej złościć, ale nie było w naturze Meg odpuszczać. Gdy już złapała jakiś temat musiała go zgłębić do dna inaczej nie mogła zaznać spokoju. Poza tym była jej najlepszą przyjaciółką i nie mogła pozwolić by tak wielkie uczucie dźwigała w pojedynkę. Może i wcześniej dała ciała na całej linii, ale skoro już się wiedziała jak sprawy się mają, postanowiła być najlepszą przyjaciółką na całym świecie. 
Poprzez wspomnienia przeżywały raz jeszcze pierwszy rok studiów w Polsce i w Vancouver. Śmiały się z wydarzeń, które scementowały ich przyjaźń, jednak pojawiały się też tematy, które uderzały w Meg, jak zaufanie, które w szczególności z jej końca było mocno nadszarpnięte.

-Widzisz Meg, zawsze byłaś taka…

-Wkurzająca? – podsunęła, próbując rozluźnić poważną atmosferę, która pojawiła się nie wiadomo skąd.

-Och, przestań. Chodzi mi o to, że zawsze byłaś taka uśmiechnięta i zaradna. Dokładnie tak. Myślałaś o wszystkim. Człowiek rozmawiał z tobą i wydawałaś się być taka… zainteresowana tym co ludzie do ciebie mówią. Na imprezie mogło być i sto osób z uczelni, ale ty i tak do każdego podeszłaś i zawsze jakimś cudem potrafiłaś przywołać temat do rozmowy związany stricte z ich życiem. Nie sądzę by z twoim skrajną obojętnością na wszystko, to działanie było jakkolwiek świadome, ale działało. To naprawdę działało! Ludzie byli przekonani, że serio każdego z osobna pamiętasz. A stawiam stówę, że nie pamiętałaś nawet ich imion.

-Prawda! – przyznała z wątłym uśmiechem.

-Właśnie. Ale wtedy uznawałam to za fascynujące, z resztą teraz też uważam, ale dopiero ostatnie wydarzenia uświadomiły mi dlaczego tak robiłaś: Odwracałaś od siebie uwagę. Nosisz tyle ran, że gdy dostrzeże się jedną, to zaraz ujawnia się kolejna i kolejna, a potem jeszcze następna. Więc, gdyby zapytać cię o jedną rzecz można by przeżyć podróż pełną bólu przez ostatnie dziesięć lat twojego życia. A ty czujesz się lepiej, gdy odsuwasz ten ból w głąb siebie. Lubisz udawać, że on nie istnieje. I nawet potrafisz sama siebie do tego przekonać. Ale wiesz co? Ten ból zatruwa cię od środka. Nawet teraz.

Oczy brunetki zwęziły się, gdy zastanawiała się do czego zmierza.
              
  -Popatrz: Jesteśmy w SF, ale ty nadal się zachowujesz jak spłoszone zwierzę. Niby bawisz się świetnie, ale powiedz mi czy na serio czujesz się dobrze? I nie musisz umawiać się z Harrym by udowodnić mi i Francesco, że ten cały dramat z Whitmorem z końcówki roku ci przeszedł, bo wiem że tak nie jest.

Czuła jak złość się w niej wzbiera. Co jak co, ale nie mogła pozwolić by ktoś tak nazywał jej relację z Harrym. O Davidzie zdążyła już dawno zapomnieć, zamknąć go w banku pamięci i nie wracała do tego nawet jedną myślą w czasie wakacji. I na pewno nie trzymała się blisko kędzierzawego chłopca, by komukolwiek coś udowodnić.
             
   -Nie umawiam się z Harrym. Raz NIE umawiam się, tylko się przyjaźnimy. Dwa, jeśli się z nim widuję, to dlatego, że sprawia, że…że…  - Nie mogła znaleźć słów by określić jak ten chłopak na nią działa. Nie należała do osób, którym brakło słów. Swoją erudycją często wykręcała się z wielu stresujących sytuacji, ale nie potrafiła nazwać tego, co robił z nią Styles. Co innego powiedzieć to w swojej głowie, a co innego wyartykułować  swojej najlepszej przyjaciółce.

I podobnie jak dwa dni wcześniej zrozumienie spłynęło na Meg i pojęła co czułą przez lata Hope, tak teraz to blondynka doznała olśnienia.
            
    -Uuu… Wygląda na to, że przystojniaczek trafił w twój czuły punkt. – stwierdziła ucieszona Hope. – Przyznaj się – lubisz go! 

Napięta atmosfera ulotniła się momentalnie, Meg śmiała się radośnie i wyciągnęła poduszkę spod przyjaciółki. Przytuliła ją mocno do siebie i nieco zawstydzona pokiwała powoli głową na znak potwierdzenia. Nie było sensu sprzeczać się z tym stwierdzeniem, bo uczucia na twarzy brunetki można było odczytać bez większych przeszkód.
               
 -Nie będę udawać, że tak nie jest. – Przyznała pokornie. -  Chociaż wiesz, że coś się klei nie od dziś. Po co ci w ogóle moje potwierdzenie? Jesteś dużo lepsza ode mnie w wyczuwaniu pisma nosem. – Dodała z ironią. – Tak, coś jest na rzeczy. Myślę, że ja i on. No wiesz… Wspólnie możemy stworzyć wspaniałe wspomnienia.
               
 -Więc nie zamierzasz zrobić z niego pamiątki z wakacji i zabrać ze sobą do Vancouver?
             
   -Nie sądzę by zmieścił się w walizce. – Wystawiła język, mając nadzieje, że to utnie dalszą dyskusje.

Widziała rozczarowanie malujące się w oczach Hope, ale było za tym coś więcej. Przyjaciółka wątpiła w jej słowa. I prawdopodobnie miała rację, bo jakiekolwiek aroganckie wypowiedzi  nie padałyby z jej ust, prawda była taka, że nie o to jej chodziło. Chciała czegoś więcej z Harrym. A przynajmniej jej serce chciało. Każda minuta bez niego, powodowała u niej bezdech. Jej myśli kręciły się nieustannie niczym małe bączki, a nerwy napięte były niczym struny. Nie wiedząc kiedy i jak stał się osią jej wszechświata.  Ale to nie jej uczucia tutaj stanowiły problem. Wiedziała co czuje. Wiedziała, że nie chce być dłużej górą lodową, tą oszustką, o której mówiła Hope. Nie mogła dłużej oszukiwać siebie i wszystkich dookoła. Chciała się zmienić. Jednak była jedna rzecz, której by nie zniosła: złamanego serca. Raz podarowane uczucie pozostaje już na zawsze. Była gotowa otworzyć przed nim swoje serce, tylko nie znała jego uczuć. A to było ryzyko, które mogło doprowadzić ją na dno rozpaczy. Poza tym, jej życie było skomplikowane. Nie miała pojęcia jak wprowadzić w nie chłopaka, by się nie przestraszył i nie uciekł gdzie pieprz rośnie. Tragiczne wydarzenie podążały za nią jak widmo, a i bez tych nowy wydarzeń jej przeszłość była ciężka do zaakceptowania. Czy potrafiłby być dla niej oparciem, którego potrzebowała? A może był tylko kimś kto pojawił się tylko na chwilę w jej życiu i zaraz zniknie? Może inwestowanie wszystkich tych gorących, intensywnych uczuć w niego było błędem? Nie wiedziała. Postanowiła więc, że nie wykona żadnego ruchu, póki on tego nie zrobi. Wieczór w Chaplinie powinien być dla niego wystarczającym znakiem, że jest dla niej kimś ważnym, ale do domu wróciła sama.

Chciała być szczera ze sobą i swoją przyjaciółką, dlatego postanowiła powiedzieć jej o przesłuchaniu Keynesa, które czekało ją tego samego dnia. Zanim jednak otworzyła usta zerknęła na zegarek. Spanikowana zerwała się z łózka i omal nie zabiła się, gdy jej stopy zaplątały się w prześcieradło. Zbierając się z podłogi rozmasowała obolałe łokcie i popędziła do łazienki. 

Za niespełna godzinę miała stawić się na komisariacie!


***


Po raz setny poprawiła swoją beżową, lejącą się bluzkę. Dołożyła wiele starań by wyglądać elegancko i stonowanie, ale w upale panującym w San Francisco było to niemożliwe. Materiał przylepiał się do jej skóry podkreślając akurat te atuty, które tego dnia wolała ukryć. A wysiłek, który poświęciła, by wyprostować włosy poszedł na marne, bo wilgoć w powietrzu już podwijała końcówki. Po co to wszystko? Chciała wyglądać profesjonalnie. Musiała sprawiać wrażenie opanowanej i być tą osobą, która będzie kontrolowała sytuację, jeśli miała przetrwać przesłuchanie.

-Musi się pani spodziewać wszystkiego. –Ostrzegła ją uczciwie wysoka blondynka, w włosach ściętych na pazia.-  Obserwował panią przez wiele dni, pewnie wie o pani bardzo dużo. Poza tym jest doskonałym manipulatorem. Będzie próbował panią wyprowadzić  z równowagi na wszelkie sposoby. Musi pani pamiętać o tym, po co jest pani tu dzisiaj: by zebrać od niego informacje, żeby wytrącić jego adwokatom wszystkie argumenty z rąk. – Kobieta, która przedstawiła się jako oficer śledczy mówiła do niej jak do spłoszonego zwierzęcia. Miała ochotę uderzyć ją w zamian za ten zatroskany wyraz twarzy. Litowała się nad nią, a w dodatku nie mówiła nic, o czym Meg sama nie wiedziała. Spędziła dwie ostatnie noce przegrzebując  internet  wzdłuż i wszerz w poszukiwaniu informacji, które mogłyby jej pomóc przetrwać dzisiejsze przesłuchanie. – I tak była pani bardzo odważna. Jak dobrze pójdzie dzisiaj będzie to ostatni raz, gdy będzie pani tego skurczybyka oglądać.

Pamiętając o swoim dobrym wychowaniu, zmusiła się do uśmiech i kiwnęła z wdzięcznością kobiecie. Nie chciała otwierać ust, bo bała się, że cała odwaga z niej uleci.
Spojrzała na zegar wiszący nad głową pani oficer. Dochodziła czternasta*. Z trudem przełknęła gulę rosnącą w jej gardle i przetarła nerwowo dłońmi po swoich białych, obcisłych spodniach. Dopiero teraz zauważyła, że są nie tylko wilgotne, ale całe się trzęsą.

Niespodziewanie poczuła pocieszający uścisk na ramieniu i zestresowana podskoczyła.

-Da pani sobie radę.

To było trudniejsze niż się spodziewała. Wszystkie obrazy, które wcześniej ją dręczyły powróciły. Wyraźne jak jasna cholera. Ona zamknięta w szafie, przywiązana do krzesła, gwałcona raz po raz z śmierdzącą szmatą wciśniętą do ust by nikt nie usłyszał jej krzyków, jej wołania o pomoc…
Ale nie było już odwrotu. Zgodziła się, powiedziała tak. I teraz trzeba wziąć się w garść i stanąć twarzą w twarz ze swoim największym koszmarem.

Kiedy pani oficer przekręciła klucz w drzwiach, Meg zacisnęła pięści. Siedział tam. Przy metalowym stole siedział sobie spokojnie, z nogą na nodze, największy potwór we własnej osobie.

Tak cicho, jak pozwalały jej na to obcasy w skórzanych sandałkach, przeszła przez niewielką salę i usiadła naprzeciwko niego, odbijając w sposób lustrzany jego pozycję. Przez chwilę walczyli ze sobą na spojrzenia, aż się odchylił na krześle i z absolutnym zadowoleniem wypuścił powietrze, które wstrzymywał chyba tylko po to by naśladować jej zachowanie.

-A więc moja hipoteza się potwierdziła. –Pogratulował sobie Keynes. - Wystarczy wysłać pani zaproszenie i się pani pojawi, panno Neumann.

W swojej podświadomości ziewnęła znudzona. Tyle razy słyszała takie zaczepki, że akurat ten trik na nią nie działał. Był żałosny i poniżej jej poziomu. Poza tym spodziewała się takich słów, od kiedy prokurator Nelson przedstawił jej żądania przestępcy. I znowu miała ochotę kogoś uderzyć.

-Nie mogę wyrazić ogromu swojego szczęścia, że znowu cię widzę. Jesteś piękniejsza na żywo niż w mojej wyobraźni. Chociaż w mojej wyobraźni byłaś naga. – Tak to też nie było dla niej zaskakujące. Próbował ją zdominować. Pokazać swoją męską siłę. Ale z jej punktu widzenia to ona była silna. Była wolnym człowiekiem, mogącym z dumą unieść głowę, a on siedział przykuty jak pies do metalowego stołu i wyglądał słabo w workowatym, pomarańczowym uniformie. Meg milczała. Według psychologów oprawca w ekscytacji opowie najwięcej prawdy. Nie powinna mu mówić po co tu jest. On doskonale o tym wie, a istniała szansa, że jeśli pozwoli mu odnieść mylne wrażenie, że kontroluje sytuację, odkryje więcej kart, niż zamierzał.

-Obserwowałem cię od twojego przylotu do San Francisco. To, jak rozmawiałaś z Hope wydało mi się dziwnie. – Zerknął na jej twarz. –Skąd to zdziwienie na twojej słodkie buźce? Tak, znam imiona twoich przyjaciół. Znam twój rozmiar buta i wiem jaką kawę pijesz. Wiem o tobie całkiem sporo Megaro Neuman, a może się nawet okazać, że wiem o tobie więcej, niż ty sama.  


***


Harry wsadził ręce głęboko w kieszenie swoich spodni. Bezmyślnie przebierał w nich palcami. Ciągle czegoś mu brakowało. Jego spodnie były świeże, obcisłe i czarne - tak jak być powinno. Ale coś było nie w porządku. Jakiś drobny szczegół mu umykał i przez to zmarszczka na jego czole pogłębiała się jeszcze bardziej. Nadal z jedną ręką w kieszeni wyciągnął telefon. Jego zgrabne palce przesunęły się ekranie najnowszej generacji iPhona i z nostalgią spojrzał na zdjęcie w tle. Zrobili je tydzień wcześniej, podczas jednego z ich spacerów po plaży. To było coś, bez czego nie mógł zasnąć. Spacer mógł trwać pięć minut, albo i trzy godziny, ale dopóki nie zanurzyli stóp w piasku, dzień nie mógł się zakończyć. Dlatego właśnie to, a nie inne zdjęcie, wybrał na tapetę w swoim telefonie. W ten sposób mógł wrócić do tych momentów choć  na chwilę.
Jego lewa dłoń nadal niespokojnie przebierała w kieszeni jeansów, gdy zrozumiał czego mu brakuje.

W tej kieszeni nie było piasku.

Jego podświadomość  żyła innym życiem niż on. Uczucie niepokoju, stresu, które czuł przez cały dzień nie brało się stąd, że martwił się o Meg. Chociaż to też było przyczyną, ale całkowicie świadomą i logiczną. Jego podświadomość z kolei rzucała mu kłody pod nogi, bo według niej te wszystkie szpanerskie ciuchy i sterylne pomieszczenia nie były tym, czego potrzebował. I kiedy w końcu to zrozumiał, nie mógł się z tym nie zgodzić. W przebłysku geniuszu postanowił, że zabutelkuje trochę piasku z San Francisco i zabierze ze sobą.
Nagłe uderzenie wyrwało go z zadumy. Ktoś naskoczył mu na plecy akompaniując sobie przy tym radosnymi krzykami.

-Harry, Hazzunia, stary! Jak dobrze cię widzieć, mordeczko!

Twarz przyjaciela rozjaśniał uśmiech. Było coś w uśmiechu Tomlinsona, że wszyscy wokół też wpadali dobry nastrój. Cały niepokój się ulotnił i odwzajemnił radość przyjaciela. Louis wyrzucał z siebie cały potok słów, co jakiś czas przystając, by przez sarkastyczny komentarz, podkreślić komizm opowiadanej sytuacji. I chociaż było to trudne zadanie, oderwał swoją uwagę od niego, by skinąć głową pozostałym trzem chłopcom. Niall ze typową dla siebie rozczochraną grzywką wybuchał raz po raz salwą radości. Co z kolei było jego znakiem rozpoznawczym. Styles przeprowadził kiedyś test, czy zginający się paluszek doprowadzi Irlandczyka do łez. I tak też się stało. Horan był ucieleśnieniem wesołego skrzata z narodowych legend i był w stanie rechotać jak dzień długi. Z kolei Liam obdarzył go ciepłym przyjacielskim uśmiechem, mierząc od stóp do głów, upewniając się, że wrócił w jednym kawałku.  Kącik ust powędrował mu w górę na to ojcowskie zachowanie, które tak często wytykały Liamowi fanki. No i był jeszcze Zayn który został odrobinę z tyłu, ale też nie szczędził swoich trzonowców, susząc je w szerokim uśmiechu.

Trudno było im zachowywać się poważnie, gdy byli razem.  Byli więcej niż rodziną i czymś więcej niż przyjaciółmi. Dzielili marzenie i łączyły ich rzeczy, które nie zdarzały się każdemu. Ale mieli też swoje sekrety, które wbrew pozorom, zamiast ich dzielić, zbliżały ich jeszcze bardziej.
Jego twarz z nagła została uchwycona z obu stron, a jego wargi ucałowane w siarczystym, absolutnie nie brytyjskim, pocałunku. Tego gwałtu na jego przestrzeni prywatnej dokonał nikt inny jak jego najbliższy przyjaciel – Louis.

-Chłopcy, proszę się przyjrzeć eksponatowi numer jeden!  - Nie odrywając dłoni od jego policzków instruował, tonem profesora, Tomlison, na co chłopcy zareagowali parsknięciami. – Tak wygląda zadurzony facet. Zaróżowione policzki i rozmarzone maślane oczka. Sprawdziłbym jeszcze jak tam sprawy się mają na południu, ale jesteśmy na ulicy.

Styles wyszarpał się z uścisku przyjaciela i próbował mu przytkać tą niewyparzoną gębę, ale zmieniło się to w ściganie się po parkingu. Mogli mieć i po dwadzieścia lat, ale  w środku byli nadal dziećmi.

***


-Drodzy słuchacze, dochodzi godzina dziewiętnasta*! Mam nadzieję kochani, że siedzicie wygodnie, bo mam dla was nowinę, która wciśnie was w fotele! Razem ze mną w studiu są chłopcy z One Direction. Tak, tak. Zayn, Louis, Niall, Liam i Harry są tutaj ze mną.

Wywiad ciągnął się w nieskończoność. Didżej nawijał o rozdaniu nagród, w którym mieli wziąć udział za mniej niż dwie godziny, pytał o plany dotyczące nowej płyty i zbliżającej się z nowym rokiem trasy koncertowej. Gadka, która powtarzała się milion razy i pytania, na które z bilion razy już udzielił odpowiedzi. Dlatego pozwolił swoim myślom odpłynąć w innym kierunku. W jego głowie rodziła się melodia. Gdzieś na skraju świadomości słyszał uspokajające dźwięki. Nie mógł wychwycić jej dokładnie. Nie słyszał taktu i nie był pewien jaki to instrument gra w jego umyśle, ale wyraźnie to czuł. Im głębiej sięgał, tym bardziej to wymykało się mu z rąk…

Łokieć w żebrach wyrwał go z tego staniu i zdezorientowany rozejrzał się po studiu. Wszyscy obecni wpatrywali się na niego wyczekująco. Czyżby przegapił jakieś pytanie skierowane do siebie? Ale przecież podobno Modest uzgodnił, że żadne pytania o ich życie prywatne się nie pojawią!

-Och, po tym jak Hazz rozgląda się niczym mały, puszysty króliczek wnioskuje, że naszemu loczkowi się przysnęło. Może nasz szanowny pan DJ powtórzy pytanie? – Louis próbował sarkazmem uratować sytuacje, w czasie gdy pozostałych trzech członków zespołu tworzyło tło z wymuszonych chichotów. Ta sztuczność zaniepokoiła Harrego i zasygnalizowała mu, że pytanie, które najmniej chciał usłyszeć się zbliża.

-Harry, jeśli spojrzysz na ekran zobaczysz zdjęcie zrobione przez jedną z fanek z San Francisco gdzie, jak wiemy, odpoczywasz.  – Na ekranie rzeczywiście widniało zdjęcie. I to bez wątpienia z San Francisco, bo na tym zdjęciu uwieczniony był on i Meg. Zdjęcie musiało być zrobione w Beach Barze, to tą chwilę odtwarzał każdej nocy przed snem. Plecy brunetki pochylone były nad nim, a jej włosy kaskadą rozsypywały się po jednej stronie. Nie tej co trzeba, bo jak widać, komuś udało się zrobić im zdjęcie na chwilę przed ich pierwszym pocałunkiem, gdy jego ręce leżały na jej ciele, a jej piersi dotykały jego klatki piersiowej. Gdyby nie fakt, że sam był na tym zdjęciu, z pewnością stwierdziłby, że pochodzi z rozkładówki jakiegoś CKMu, czy wyjątkowej edycji Playboya.

Z trudem przełkną silnie, próbując odzyskać spokój. Kiedy przeniósł wzrok na reportera wiedział co zaraz nastanie.

-No więc Harry, odpowiesz nam na nurtujące, prawdopodobnie cały świat, pytanie? Kim jest ta dziewczyna? Jesteście razem? Czy będzie dzisiaj na gali? Mam nadzieje, że na drugie pytanie odpowiedź brzmi nie, bo koleś – laska jest tak gorąca, że boli od samego patrzenia.

Sam nie wiedział, czy ma kolesiowi przywalić, czy pokiwać w zrozumieniu. Z jednej strony jego klatkę piersiową rozpierała duma, że ktoś docenia to samo co on, a z drugiej nie chciał, by koleś wyobrażał sobie za dużo, gdy będzie brał prysznic, czy coś.

Kątem oka zerknął w bok i odkrył, że jego przyjaciele też mają szczęki na ziemi. To z kolei go zdziwiło. Przecież opowiadał im o Meg z każdym możliwym detalem. Ale widać jego słowa, nawet najbardziej szczere i obrazowe, nie mogły oddać jej urody w zupełności.

Żeby nie przeciągać niezręcznej ciszy antenowej, posłał prowadzącemu audycję swój tajemniczy pół uśmiech:

-Um… To jest. Hm… Moja muza. 


C.D.N


*Przy wymienionych godzinach pojawiają się gwiazdki, bo te rzeczy dzieją się równocześnie. Na potrzeby opowiadania mam na telefonie zarówno czas w SF i w Londynie. Zwariowałam.





Kochani! No i mamy rozdział, dziesiąty już. Wiecie, że nigdy nie opublikowałam dziesiątego rozdziału czegokolwiek? Trzeba to uczcić!

A, i wybaczcie, że tak długo czekaliście, ale trochę mnie moje życie pochłonęło. Ale wiecie co? Możecie mówić mi: Pani Barmanko. ;pp

Co do samego rozdziału to nie tak miał on wyglądać. Myślałam, że zmieszczę wszystkie wydarzenia w jednym rozdziale, ale się rozrosły i się nie zmieściły, więc Feeling sorry pojawi się w dwóch częściach.
Nie, nie jestem zadowolona z tego co napisałam. Oczywiście, zachecam was do komentowania, bo uwielbiam wasze komentarze i zawsze podnoszą mnie na duchu.

A i jakiś skurczybyk ukradł mi dowód, więc jutro czeka mnie 20 h podróż, a potem jestem nad morzem do końca tygodnia, więc może być mnie ciężko złapać.

See U!
tt, ask, feedback



9 komentarzy:

  1. Dawno nic nowego nie było, ale cieszę się że wróciłaś :)
    Rozdział miły i długi ;D
    Ciekawa jestem jak potoczyy się ta cała akcja z Meg i czy Harry w końcu wyjawi jej kim jest? Albo sama się dowie w jakiś dziwnych okolicznościach? ;D
    Hazz który nazwał Meg swoją muzą xd Ciekawe jak zareaguje na to prowadzący albo koledzy z zespołu ;)

    Czekam na kolejny! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Łooooo, matko! Jak Ty to robisz, że Twoje rozdziały są takie długie? W moim przypadku tylko te pierwsze mają konkretną objętość, a reszta jest naprawdę krótka (smuteczek :(). Gratuluję dziesiątego rozdziału i pracy, Pani Barmanko. :D
    Harry wreszcie załapał, że nie jest obojętny Meg? Chwała mu! Naprawdę jakby dalej tak się głowił, to paranoja murowana. Fakt, dziewczyna jest zamknięta w sobie, ale wysyłane sygnały powinien już dawno prawidłowo rozpoznać. ;)
    Przeraża mnie Keynes. Zresztą, psychopaci z reguły są dosyć creepy, nie? Osobiście, chyba nie dałabym rady zmierzyć się ponownie z oprawcą, dlatego gratulacje dla Meg. Wykazała się nie lada odwagą.
    Muszę Ci powiedzieć, że bycie sławną osobą wcale nie jest fajne. Niby masz hajs, ale wszyscy, wszystko o tobie wiedzą. A prywatne życie traktuję jak świętość, więc nie dziwię się, że Harry'ego zajeżyło pytanie. Podobało mi się wybrnięcie z sytuacji, niejedna z nas chciałaby zostać jego muzą, prawda?

    Buziaki,
    G. :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak podkreslacie ta dlugosc odcinkow, ze boje sie iz sa za dlugie i przez to nudne. :((

      Usuń
    2. Zgłupiałaś?! Fantastycznie, że są dłuższe i w Twoim przypadku raczej obfitują w akcję. :D

      Usuń
    3. Kurczaczki. A ja mam wrażenie, że są nudne jak flaki z olejem. ://

      Usuń
  3. Wiesz, co jak co, ale muszę Ci powiedzieć, że postać Megary jest niesamowicie wykreowana. Często bywa, że główna bohaterka - bez względu na to, jaką autor prowadzi narrację - najzwyczajniej w świecie mnie irytuje, Meg również ma swoje zagrania, ale mimo to czuję do niej ogromną sympatię. Moim zdaniem stworzyłaś bardzo złożoną i skomplikowaną od strony psychologicznej bohaterkę, a to trudne zadanie. Rzadko się zdarza, żeby jakaś postać wciąż miała takie miejsce nie do określenia, zwykle jesteśmy w stanie podać podstawowe cechy charakteru danej osoby, a tu sprawa ma się inaczej, bo wciąż wydaje się, że Meg to prawdziwa zagadka i nie ma możliwości, żeby ją do końca poznać. Co jak co, ale tego to Ci niesamowicie zazdroszczę, bo ja zawsze spłaszczam swoich bohaterów ;p
    W gruncie rzeczy naprawdę podziwiam Hope za to, że jakimś cudem nie wygadała przyjaciółce prawdy o Harrym. Chyba nawet ja, osoba, która ceni sobie dyskrecję i zaufanie, miałabym spore problemy z trzymaniem gęby na kłódkę. Cóż, w jednych sprawach Hope milczy, a przy innych jest dużo bardziej gadatliwa, mam tu na myśli moment, w którym podczas karaoke zaczęła w najlepsze opowiadać o uczuciach Meg. Nie mam jej tego za złe, ależ skąd, w końcu jak sama wspomniała, brunetce ciężko jest się przyznać do własnych uczuć, a w ten sposób Hazz dowiedział się, na czym stoi. Dla mnie oczywiście to nie było żadnym zaskoczeniem, wbrew pozorom akurat w tym wypadku Megarę można prześwietlić od góry do dołu. Może i stwarza wrażenie dość zdystansowanej, jednak fakt, iż niesamowicie zbliżyła się do Stylesa jest niezaprzeczalny.
    Chyba najbardziej z wszystkich rzeczy martwię się tym, że Harry wciąż nie powiedział głównej bohaterce o tym, kim naprawdę jest. Z każdym dniem było mu pewnie coraz trudniej zdobyć się na odwagę, a teraz tak w zasadzie doszedł do punktu, w którym żadna droga nie jest właściwa. Jeśli sam jej powie (na co już chyba za późno), to zarzuci mu kłamstwo, jeśli dowie się od kogoś innego - będzie jeszcze gorzej. Ech, co jak co, ale to może stanowczo zaważyć na dalszym przebiegu znajomości tej pary.
    Strasznie mi się podobał ten fragment o kawie, o tym, co Meg czuje w związku z tym napojem. Ja sama jestem po prostu uzależniona od kawy i również przywołuje ona we mnie pewne wspomnienia, dlatego naprawdę fajnie się o czymś takim czytało :) Podoba mi się, że Hope i Meg, pomimo pewnych różnic, jak i spięć w dalszym ciągu trzymają się razem. Nie wydaje mi się, żeby cokolwiek mogło je rozdzielić, są ze sobą niesamowicie związane, zupełnie jakby były rodziną. W każdym razie cieszę się, że surowe uwagi Hope doprowadziły do tego, iż Megara przede wszystkim przed samą sobą przyznała się, że Harry odgrywa coraz większą rolę w jej życiu. W sumie aż mnie coś zabolało, kiedy przez głowę bohaterki przemknęło, że jest gotowa na otworzenie swojego serca. Problem w tym, że kiedy prawda o Hazzie wyjdzie na jaw, najprawdopodobniej serce zamknie się znowu, a klucz wyląduje w jakimś koszu na śmieci.
    No i doszliśmy do tego momentu, gdy tak naprawdę nie wiadomo, co będzie dalej. Po pierwsze: Meg poszła na przesłuchanie z tym obrzydliwym draniem, co nawet mnie napawa przerażeniem. Szczerze mówiąc ja nie dałabym sobie rady w takiej sytuacji, jestem słaba psychicznie i taki Keynes rozłożyłby mnie na łopatki w ciągu zaledwie kilku minut. Skoro koleś wie wszystko o swojej niedoszłej ofierze, podejrzewam, że istnienie Harry'ego również nie uszło jego uwadze, a co za tym idzie - zna jego prawdziwą tożsamość. Boję się, że to on powie Meg prawdę, a to byłaby najgorsza możliwość. Po drugie: Harry'ego oczywiście przyłapano w towarzystwie "tajemniczej brunetki", w sumie czekałam na coś takiego, ponieważ taka medialna osoba nie jest w stanie nigdzie się ukryć. Cieszyłam się, że chłopcy są znowu razem, zwłaszcza że tak fajnie podkreśliłaś łączącą ich przyjaźn, a tu jak grom z jasnego nieba pada to pytanie o Meg. Tak czy siak odpowiedź Hazzy ukradła mi serce. Naprawdę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę powiedzieć, że rozdział bardzo mi się podoba - a raczej część rozdziału, skoro postanowiłaś go rozbić. Ja tam się cieszę, to poniekąd więcej tekstu dla nas xd Mam nadzieję, że druga część pojawi się już niedługo.
      Wszystkiego co najlepsze, kochana <3 I przepraszam Cię za tak chaotyczny komentarz.

      Usuń
  4. Czeeeeeść, kochanie. W końcu się pojawiam i z góry przepraszam, że trwało to dłużej niż zwykle. Komentarz może być bardzo nieskładny, ale piszę go resztkami swoich sił, bo znowu jestem chora i ledwo coś ogarniam. Ale postaram się, bo rozdział skłonił mnie do wielu refleksji!
    Już na samym początku powiem Ci, że Meg (ku mojemu zdziwieniu) nie wkurzyła mnie ani razu w tym rozdziale. Nie wiem czy to ona się jakoś zmienia, czy to może ja jakoś inaczej zaczęłam ją postrzegać. Hm... W każdym bądź razie postarałam się bardziej wczuć w jej sytuację i muszę przyznać, że nawet jej współczuję. W sumie to musi być naprawdę trudne nie mówić o swoich uczuciach. No nie wiem, ale dla mnie to po prostu oczywiste, że jeżeli kogoś lubisz lub coś dla kogoś robisz, nie zasłaniasz się czymś innym i nie szukasz wymówek. No ale Meg to Meg i niestety nie powie Harry'emu jakie wzbudza w niej emocje. Ale przecież nie można przejść obok tego obojętnie, bo to nie jest nic małego, ale wręcz przeciwnie - coś wisi w powietrzu i chyba oboje to wyczuwają.
    Hope jest wspaniałą przyjaciółką i z jednej strony naprawdę bardzo ją podziwiam, że wciąż wytrzymuje z kimś takim jak Meg. Dziewczyna jest ogromnie trudna, ale w końcu czego nie robi się dla bliskich osób? Myślę, że Hope słusznie postąpiła, wyjawiając Harry'emu okruszki prawdy o uczuciach przyjaciółki. Może właśnie przez to Styles będzie w stanie bardziej ją zrozumieć i może będzie potrafił podejść ją od jakiejś innej strony czy coś. Już widzę ich razem, serio ;>
    Harry'emu musiało być ciężko wrócić do swoich obowiązków i ciągle mieć w myślach Meg. Dobrze myśli, że nie jest jej obojętny, ale dokładnie to samo można powiedzieć właśnie o nim. Megara stała się dla niego właśnie taką muzą, jak ujął to w wywiadzie. W ogóle, to było najpiękniejsze zdanie, jakie mogło paść z jego ust. Kocham go.
    Meg zmaga się z tym strasznym przesłuchaniem i naprawdę bardzo jej współczuję. Chyba jak każdy wolałaby po prostu zapomnieć o tym kretynie, a tymczasem musi się z nim zmierzyć, co jego najwyraźniej bawi. Mam nadzieję, że jakoś sobie poradzi i nie podda się. W końcu ten pozbawiony wszelkich wartości osobnik zasłużył na odpowiednią dla siebie karę.
    Muszę jeszcze wspomnieć o jednej rzeczy, a mianowicie o tym wspólnym zdjęciu Harry'ego i Meg. To było oczywiste, że prędzej czy później zostaną przyłapani, więc nie ma się tutaj czemu dziwić. Gorzej, jeżeli zaraz media i gazety rozpiszą się na ten temat, a Meg któregoś dnia zobaczy gdzieś swój wizerunek i kompletnie nie będzie wiedziała, dlaczego cały świat interesuje się życiem prywatnym zwykłych ludzi. Wtedy prawda będzie musiała już wyjść na jaw i nie sądzę, że to dobrze się skończy. Dlatego, Hazz, jeszcze raz Cię proszę - weź rusz swój seksowny tyłek i powiedz Meg całą prawdę, bo inaczej ktoś inny zrobi to za Ciebie i będziesz miał przechlapane. A chyba nie chcesz jej stracić? ;> Swoją drogą, wciąż niecierpliwie czekam na ten moment, w którym dziewczyna się wszystkiego dowie i czuję, że będzie to naprawdę mocne!
    Kochana, rozdział był rewelacyjny i taka długość jest po prostu spełnieniem moich marzeń, choć i tak wszystko pochłonęłam bardzo szybciutko. Mam nadzieję, że rozdział pojawi się niedługo i życzę, by wena i czas Ci na to pozwoliły. Pozdrawiam! <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej! :) Dziękuje Ci ogromnie za taaaaaaaaaaaaki komentarz na FYH, którego przyznam - w cale się nie spodziewałam. A teraz z góry już, przeproszę Cię, za krótki komentarz ode mnie. Niestety mam nadzieję, że zrozumiesz moją falę nauki i nadrabiania innych blogów, pisania własnych rozdziałów.
    W początkowych rozdziałach miałaś kilka błędów, literówek tak mi coś świta (choć czytam, Twojego bloga od poniedziałku i może mi się coś już pierdzieli mówiąc brzydko), ale to przecież nic złego.
    Meg, hm. Wydaje się być skomplikowaną postacią, którą cóż trzeba przyznać szczerze los nie oszczędza. W kółko wokół niej dzieją się jakieś nieprzyjemności, a ona cóż chyba ucieka szukając kierunku i takie tam sprawy. Dlatego też przyznam od razu, że podoba mi się tytuł bloga, choć z samego początku jakoś mnie nie zachęcił.
    Harry wydaje się być takim dobrym promyczkiem tego wszystkiego, ale może nie do końca. Wydaje mi się też, że Meg teraz gubi się, w sprawie która jest już określona czarno na białym. Po prostu od samego początku widać, że Meg i Harry to idealne połączenie. Lubie słowa Harry'ego, że Meg jest jego muzą, no dobra może nawet uwielbiam. Mam nadzieję, że ukrywanie wizerunku Harry'ego nie wpłynie jakoś naprawdę źle na ich kontakt, bo wtedy cóż, no może być delikatnie mówiąc przechlapane.
    Ugh, uciekła mi jakaś myśl... Chciałabym już może niestety na sam koniec dodać, że rozdział mimo rozdzielenia bohaterów wydaje mi się świetny. Można odczuć jak Harry'emu brakuje Meg i to jest to. Tak myślę.
    Pozdrawiam Cię, bardzo serdecznie z utęsknieniem też czekam na kolejny rozdział, który już mam nadzieję, bardziej z sensem skomentuje no i cóż, jeszcze... Weny! :) x

    OdpowiedzUsuń