Obserwatorzy

poniedziałek, 17 lutego 2014

9. I wanna see the way you move for me baby

-Zamknij się Tommo, po prostu się zamknij. Nie jestem zakochany, więc możesz odetchnąć z ulgą. Nie jestem zakochany. - Powtórzył, a w myślach dodał: „CHYBA"

***

-Chyba.

Miała wrażenie, że się przesłyszała. Odsunęła telefon od ucha i spojrzała na wyświetlacz zdzwiona, tak jakby jej rozmówca mógł zobaczyć w ten sposób oburzenie dziewczyny. To było nie do uwierzenia. Facet sobie z niej chyba jaja robi. Co miało znaczyć to „chyba"?

-Chyba? —powtórzyła jeszcze raz. Powoli wymawiając dokładnie każdą sylabę tego słowa. Nie dając rozmówcy czasu na reakcję, kontynuowała: - Chyba macie wolną salę karaoke dzisiaj? CHYBA? Czyli chce mi pan powiedzieć, że jesteście tak poważnym klubem, że nawet nie orientujecie się we własnych terminach? —słysząc, że koleś próbuje protestować, jej irytacja wzrosła. - Niech się pan nie sili na wytłumaczenia - i tak odeszła mi chęć na wydanie pieniędzy w waszym klubie. Do NIE zobaczenia.

Zmanierowanym gestem odrzuciła telefon na kołdrę. Potarła palce z obrzydzeniem. Nienawidziła niekompetentnych bęcwałów, którzy nie traktowali poważnie swojego biznesu na tyle, że pozwalali pracować u siebie nieudolnym pracownikom. Wiedziała, że mogłaby spuścić z tonu, bo to przecież wybrzeże i ludzie tu wiecznie mają wakacje, ale będąc ekonomistką - nie mogła pozwolić sobie na takie marnowanie zasobów.

Wypuszczała powoli powietrze z nadętych policzków i uderzała gniewnie w klawiaturę laptopa. Tak dawno go nie używała, że palce rozbolały ją już po kilku minutach. Nie była dobra w tym całym organizowaniu. Od tego byli Hope i Vega. Ona potrafiła analizować - na tym znała się dobrze. Organizowanie wymaga cierpliwości, staranności i przewidywania każdej niespodzianki, a myślenie o przyszłości ją przerażało. Dość kłopotów przysparzała jej rzeczywistość.

-Kurwa mać, no!

Wściekła, wyrzuciła ramiona w powietrze, gdy nagle znikąd wyświetliła się jej neonowa reklama portalu plotkarskiego.

-„Największy brytyjski zespół zarobił na ostatniej trasie dziewięć milionów!" - przeczytała na głos.-NIC. MNIE. TO. NIE. OBCHODZI. - wysyczała przez zęby, klikając z każdym słowem w krzyżyk zamykający reklamę.

Nie obchodziły jej jakieś tam plotki. Nie miała na to czasu. Musiała załatwić salę do karaoke, a kompletnie się na tym nie znała.

Pomysł kłębił się w jej głowie, od kiedy Harry zdradził, jak wielką rolę odgrywa w jego życiu muzyka. Chciała mu się odwdzięczyć w jakiś sposób za znoszenie jej napadów złości i smutku. Za to, że niemal codziennie znajdował czas, by wysłuchiwać jej bezsensownych koncepcji.  Po prostu idea wpadła jej do głowy i musiała ją zrealizować. Ograniczyła zastanawianie się nad powodami tej nagłej potrzeby sprawienia mu przyjemności, do minimum , w obawie przed tym, do jakich wniosków może doprowadzić ją głębsza analiza. Czuła, że jej serce próbuje wyrwać się z przyciasnej klatki żeber, ale nie było sensu wypuszczać go na wolność, skoro nie było nadziei na happy end.
Harry był przyjacielem. Tak jak Hope i Francesco, Brian, Biskup, Gaston i inni pracownicy kuchni, z którymi się zaprzyjaźniła. I im wszystkim przydałaby się odrobina zabawy.
Poza tym, po porannym zawiłym wykładzie Biskupa, postanowiła w końcu powiedzieć przyjaciołom o konieczności stawienia się na przesłuchaniu Keynesa. Na trzeźwo nie dałaby rady, więc może kiedy wypiłaby kilka głębszych, zaśpiewałaby kilka smutnych piosenek. Łatwiej jej byłoby się przed nimi otworzyć bez tej cholernej maski obojętności, która i tak ostatnio zaczęła pękać.
Kiedy przeklęta reklama w końcu zniknęła, spisała dane kontaktowe obiecująco prezentującego się klubu, niedaleko plaży. Sprawdziła na mapie, gdzie on się znajduje i z radością zacmokała odkrywając, że niedaleko znajduje się centrum handlowe. Nie mogła przecież iść na imprezę nago, prawda?

Szybko wybrała numer i przyłożyła telefon do ucha.

 -Hope, nie masz przypadkiem ochoty na zakupy, kochana?


***


Panna irytująca.
Tak, to w pełni oddawało to, jaka była Meg. Była jak ta blizna, którą masz od zawsze. Kiedy skupiasz na niej uwagę, to chciałbyś się jej pozbyć, ale kiedy patrzysz w lustro, to jej nie dostrzegasz. A gdyby jednak, pewnego dnia, magicznie zniknęła, brakowałoby ci jej. I tak właśnie czuł się w stosunku do Meg. Niektóre jej zagrywki dosłownie doprowadzały go na skraj wytrzymałości, ale podskórnie właśnie tego pragnął.
Przekonał się o tym, jak bardzo brakuje mu jej napuszonej, przemądrzałej osoby, gdy przez ostatnie dni się do niego nie odzywała. No, prawie nie odzywała. Nie traktował lakonicznych smsów jako formy kontaktu, więc zwyczajnie się za nią stęsknił przez te trzy dni. Z tupetem, który mogła reprezentować tylko ona, wysłała mu wiadomość, by stawił się dzisiaj w klubie Chaplin o dwudziestej.
Nie prosiła, nie sugerowała, nie proponowała. Ona żądała.
I przez jeden, krótki moment chciał się zbuntować. Nie przyjść. Nie pojawić się. Zwyczajnie ją zignorować tak, jak ona ignorowała jego próby kontaktu przez ostatnie dni. Ale nie mógł. Tląca się w nim nieustannie nadzieja próbowała go przekonać, że dziewczyna musiała mieć powód, by tak się od niego odsunąć, że skoro są przyjaciółmi, nie potraktowałaby go tak.
Nadzieja również mówiła mu, że jest jeszcze szansa, by ją w sobie rozkochać i chociaż zazwyczaj kazał się temu cichemu głosikowi zamknąć, tym razem tego nie zrobił.

Zatrzymał się przed klubem, wkopując czubek swojego buta w piasek. „Chaplin" znajdował się na promenadzie prowadzącej na plażę. Klub przypominał budynek starych kin studyjnych z wielkim szyldem od frontu i drewnianymi oknami. Do wejścia prowadził drewniany ganek z białą poręczą. Stała na nim trójka ludzi: blondynka z absurdalnie długimi nogami, facet przypominający urodą Włocha i Brian, na którego widok dłonie Harry’ego zacisnęły się w pięść.

Z ust wyrwało mu się ciężkie westchnienie. Zapowiadał się ciężki wieczór. Nie mógł zakładać, że wszyscy ludzie na tej planecie są tak obojętni, jak Meg i nie będą mieli pojęcia kim jest. Istniało prawdopodobieństwo, że ktoś się na niego rzuci, czy poprosi o autograf, a wtedy prawda wyszłaby na jaw, a nie  chciał, by między nimi powstała jakaś niezręczność. Lubił ich układ i nie chciał go zmieniać.

-O. MÓJ. BOŻE!

„Zaczyna się." Mocniej zacisnął zęby na sekundę, a później przyłożył palec wskazujący do ust, próbując uciszyć przyjaciółkę Meg. Dziewczyna patrzyła na niego powiększonymi w szoku oczami, a towarzyszący jej mężczyzna zmarszczył nos ze zdziwienia. Jedyną niewzruszoną osobą pozostał Brian, który nadal opierał się o barierkę i palił papierosa, ignorując zielonookiego.

-Spokojnie, spokojnie. - powtarzał, podchodząc do blondynki, która się ODROBINĘ uspokoiła.

-Ty jesteś Harry Styles! Z One Direction! Co ty tu w ogóle robisz? Idziesz na imprezę do klubu? Mogę do ciebie dołączyć? - pytania wyskakiwały z jej ust, jak pociski z karabinu maszynowego. Najwyraźniej była fanką, a to trochę utrudniało jego zadanie.

-Tak, to ja. –odpowiedział cicho. Obrócił głowę na wszystkie strony upewniając się, że Meg nie ma w pobliżu. - I to raczej ja powinienem dołączyć do was, bo zaproszeni zostaliśmy przez jedną i tą samą osobę.

Szalony wyraz ekscytacji zastąpił na jej twarzy grymas skupienia i powagi, który często widział na twarzy Meg. Teraz kiedy zauważył, że układały rysy twarzy w podobny sposób był pewny, że się przyjaźniły.

-Ty... Czekaj! Nie może być! Ty jesteś ten tajemniczy, seksowny Harry, z którym Meg znika co wieczór? - wyrzuciła oskarżycielsko.

-Winny. —przyznał we wzruszeniem ramion. Gdyby nie fakt, że szczęka blondynki była fizycznie  przymocowana do jej czaszki, z pewnością wylądowałaby na podłodze.

-O kurwa, nie wierzę! Ale jak? Eee... - Dziewczyna wyprostowała się i otrząsnęła. - Dlaczego ta łajza nie odezwała się słowem, co?
Mimowolnie się uśmiechnął. Podnosiło go na duchu to, że nie tylko jego, pewna właścicielka burzy loków, wyprowadzała z równowagi.

Chwilę zajęło mu wytłumaczenie Hope i Francesco, tego, że Meg nie zdaje sobie sprawy z jego sławy. Nie obyło się bez głośnego przeklinania jej naiwności, braku rozumu i ciężkich westchnień, ale dwójka zrozumiała jego problem i obiecała nie wygadać się przed dziewczyną. Francesco ostrzegł go, by nie trzymał tego sekretu przed nią długo, bo może się to dla niego źle skończyć. Brzmiał poważnie i Harry nie mógł mu nie przyznać racji—w końcu i jemu samemu to niedomówienie ciążyło na sercu.

Przyjaciele zniknęli w klubie, by  odnaleźć Meg, a on został sam na sam z Brianem.

Chłopak patrzył na niego spod ściśniętych brwi. Coś w tym spojrzeniu mówiło mu, że nie jest najszczęśliwszy widząc go tutaj. Dobra, wiedział, że obojgu im zależy na Meg, ale to nie oznaczało, że powinni wszczynać wojnę. Jednak Brian stał przed nim, nonszalancko dopalając swojego papierosa i wyglądał jakby szykował się do bitwy. Może i Brian wyglądał groźnie, i pod względem fizycznym go przewyższał, ale nie wyczuwał od niego zagrożenia. Po prostu tego nie czuł.

A nie mógł się mylić. Był dobry w obserwowaniu otoczenia i rozgryzania ludzi. Wolał siedzieć spokojnie i się nie odzywać, obserwować, słuchać i się uczyć. W szczególności podczas ostatnich trzech lat, od kiedy zespół stał się sławny. Jego myśli krążyły po różnych orbitach i ludzie nie zawsze pojmowali, co miał na myśli, bądź wręcz odbierali jego słowa opacznie. Dlatego teraz je ważył i najpierw oceniał z jakim człowiekiem miał do czynienia, nim powiedział cokolwiek od siebie.

Blondyn pociągnął ostatni raz z papierosa i wyrzucił go za ogrodzenie, nie porzucając swojej władczej, dominującej postawy.

-Lepiej posłuchaj makaroniarza, mały. – Głos Briana nawet nie zadrżał. Harry’ego ogarnęło zdziwienie, bo jego ton był lodowaty. Jak ton gangsterów z filmów lat osiemdziesiątych. Nie tak opisywała go pewna znana im obu brunetka. Z jej opowieści wynikało, że Brian był ciepłym, fajtłapowatym człowiekiem, z zacięciem do flirtowania. A przed Stylesem stała żywa bryła lodu.

Zamiast odpowiedzieć zmarszczył brwi i ruchem ręki zasugerował blondynowi, by kontynuował.

-Nie zwlekaj z powiedzenie Meg prawdy.  Zasługuje na nią. Poza tym i tak nie jesteś facetem dla niej.

-Co masz na myśli? – wargi bruneta praktycznie się nie poruszały, gdy obojętnie rzucał pytanie. Nie chciał dać po sobie poznać, ze chłopak uderzył w jego czuły punkt.

-Dokładnie to co powiedziałem: Nie przyniesiesz jej nic dobrego. Myślisz, że ona jest stworzona do życia w tym świetle jupiterów? Myślisz, że w jej życiu potrzebna jest jeszcze jedna troska? A może wcale nie planujesz wiązać się z nią na dłużej, hę? Może tylko chcesz ją przelecieć i zostawić, co? Z resztą, to nieważne. – Powiedział po chwili i cofnął się o krok w tył. – To nieważne przystojniaczku, bo nie pozwolę ci tknąć jej palcem.  A jeśli jednak spróbujesz… –Przechylił głowę w prawą stronę, kącik jego ust nadal uniesiony był ku górze w paskudnym uśmiechu, gdy się odwrócił i zniknął za drzwiami.

Cokolwiek planował dla niego Brian, to z pewnością najlżejszą wersją było zmasakrowanie mu twarzy. Ale z chłodu i determinacji, które prezentował, Harry był pewny, że planował zniszczyć mu życie. A przynajmniej sądził, że byłby w stanie.

Nie zamierzał wierzyć w ani jedno słowo, czy się nim przejmować. Bardziej frapowało go to, że Brian tak celnie uderzał we wszystkie jego obawy. Bo jeśli on z taką łatwością je zobaczył, to nie inaczej musiało być z Meg.

***

Jeszcze raz przesunęła dłonią po materiale sukienki napawając się jego miękkością. Był taki delikatny – pieścił jej skórę przy każdym ruchu i podkreślał akurat te kształty, co trzeba, ukrywając te, którymi nie chciałaby się chwalić. Chociaż miała wątpliwości w sklepie, gdy sprzedawczyni pokazała jej skrawek tkaniny na ozdobnym wieszaku, to rozwiały się w chwili, gdy zobaczyła się w lustrze. Ona i ta mała, czarna sukienka doskonale do siebie pasowały. Zupełnie jakby były dla siebie stworzone.

Właśnie była  w trakcie wyjmowania z pokrowca pięknej, białej sukienki Hope, gdy ta wpadła do małej łazienki na tyłach klubu. Zakręciła się tuż przed Meg, po czym oparła się plecami o ścianę. Przygryzała wargę i nieznacznie kręciła głową, jak gdyby walczyła sama ze sobą.  Neumann odwiesiła sukienkę i odwróciła się tak by patrzeć wprost na przyjaciółkę. Studiowała jej twarz i postawę, próbując wybadać, z jakim nastrojem tym razem przyszło się jej zmierzyć.

Hope należała na ogół do osób dość zrównoważonych. Miała własne zdanie na każdy temat i poglądy, których się trzymała. Jednak pod względem emocjonalnym bywała rozchwiana: potrafiła przeskoczyć z absolutnej radości, do taplania się we własnym brodziku nieszczęścia w niespełna pięć sekund. W świetle ostatnich zatarć między nimi, przyjaciółka szykowała się na najgorsze.

Hope zaczęła masować skronie, jakby w ten sposób próbowała ułożyć swoje myśli w jedną spójną całość. Z jednej strony nie mogła uwierzyć, że Meg jest tak ślepa i obojętna na świat, by nie wiedzieć, że włóczy się po ulicach San Francisco z najbardziej pożądanym chłopakiem na globie, a z drugiej wiedziała, że nie powinna się wtrącać w jej relacje z Harrym. Ale ta nowa informacja uderzyła w stare struny zazdrości, które odsunięte, wieki temu w ciemny kąt, teraz odezwały się głośniejszym brzmieniem.

Zanim utkwiła zdeterminowane spojrzenie w brunetce odetchnęła ciężko i opuściła ręce.

-Możesz mi wyjaśnić jak ty to robisz, Meg? Po prostu znajdujesz się w odpowiednim miejscu i o odpowiedniej porze i wszyscy zaraz się w tobie zakochują. Przecież ty się nawet nie starasz. Boże! Co więcej! W dziewięciu przypadkach na dziesięć nawet nie zmusisz się do minimalnego wysiłku by zauważyć, że ktoś ma w stosunku do ciebie uczucia.

Wstrzymywane przez dwa lata uczucia zawiści i wściekłości w końcu znalazły ujście. I teraz nic nie mogło powstrzymać Hope. Jedno słowo podążało za drugim, każdy wdech nadawał im nowego, bardziej trującego jadu. To co mówiła mogło zabić ich przyjaźń, ale miała to w dupie. Nie mogła dłużej stać z boku i udawać najlepszej przyjaciółki, która nigdy nie myśli o sobie. Nie była taką osobą.

-Ciebie to zwyczajnie NIE OBCHODZI. Nigdy tego nie zrozumiem. N-I-G-D-Y. – przeliterowała.-  Pamiętam jeszcze w Krakowie. Wodziłam za tobą wzrokiem, bo wszystko co robiłaś było idealne. Uśmiechałaś się do ludzi, a oni ot tak zwierzali ci się ze swojego życia. Nawet jeśli potrafiłaś w połowie wstać i opuścić lokal, oni i tak odprowadzali cię tym żałosnym spojrzeniem pełnym szczeniackiego uczucia. A ON! To dopiero historia. – głos Hope zaczął się trząść, a dłonie gestykulowały coraz bardziej zamaszyście.  – TEN to dopiero miał wlepione w ciebie to szczeniackie spojrzenie. Te jego piękne brązowe oczy śledziły każdy twój ruch. Ale na mnie nie zwrócił uwagi. Bo po co? No powiedzmy sobie szczerze – kim ja byłam? Przybłędą z postkomunistycznego kraju, który ciągle miał problemy polityczne. A ty wzięłaś mnie pod swoje skrzydła w grupie, a nawet się ze mną zaprzyjaźniłaś. Wiesz jakie to było dla mnie ważne? Ty – dziewczyna, która stawała się gwiazdą gdziekolwiek by się nie udała, chciała się ze mną przyjaźnić. Ale w tym całym szczęściu była łyżka goryczy. Byłam tak blisko ciebie. O to TAK bliziutko. – Zbliżyła kciuk i palec wskazujący do siebie by pokazać jak blisko. – Że niemożliwym było mi nie dostrzec JEGO starań o to, byś widziała w nim coś więcej niż przyjaciela. Zawsze spełniał twoje zachcianki, śmiał się z twoich bezczelnych żartów i znosił twoje humorki. Boże, jak ja go za to podziwiałam! Sama miałam chwilami ochotę ci przypieprzyć, a on to znosił z uśmiechem na ustach. I dla mnie też zawsze był uprzejmy. Nawet uczył się specjalnie dla mnie ukraińskich zwrotów grzecznościowych, tylko po to, by sprawić mi przyjemność. Uśmiechał się, a dla mnie było to tak jakby ktoś usunął cały mrok z mojego życia.

-Co… - próbowała przerwać Meg, zupełnie nie wiedząc o co chodzi. Jej wspomnienia z pierwszego roku studiów były dość mgliste. Wypadek Anny był wydarzeniem, które przyćmiło wszystko inne.

-DO JASNEJ CHOERY! NIE PRZERYWAJ MI! Choć raz, chociaż raz, zrozum to, że nie jesteś wszechwiedząca. Do kurwy nędzy. Nie, w kwestii uczyć jesteś tak ułomna, że nazwać cię ślepą to mało. – to był pierwszy raz, gdy Meg słyszałam wściekły krzyk Hope. – Wszystkie moje myśli kręciły się wokół niego. Gdy wyjeżdżałam do domu i istniała możliwość, że nie dostanę pozwolenia na kolejny przyjazd to nie bolało mnie najbardziej to, że stracę stypendium i możliwość studiowania na znakomitej uczelni. Niee… Najgorsze było to, że nie będę mogła JEGO zobaczyć. Ale czy on zwrócił na mnie uwagę? NIE. Ciągle lampił się na ciebie. W końcu na szczęście zrozumiał, że nie spojrzysz na niego nigdy w taki sposób, więc mogliśmy zostać przyjaciółmi. I wyjechaliśmy tutaj, żyjemy jak w bajce, ale ja cały czas to czuję, rozumiesz Neumann? Ja cały czas czuję ten kolec w sercu. Bo on jest tutaj, zaraz obok. Jest na wyciągnięcie ręki, a ja nie mogę go mieć, rozumiesz?

-O cholerka… ty go naprawdę kochasz. – nagłe zrozumienie spłynęło na Meg. Przez cały ten czas Hope kochała się we Francescu, a ona nie miała o tym bladego pojęcia.

Jedynym co otrzymała w odpowiedzi, było nieśmiałe pochylenie głowy i uśmiech pozbawiony radości.

Zdziwienie Meg nie miało granic. Widziała, że przyjaciele dobrze się dogadują, ale nie podejrzewała, że za przywiązaniem blondynki może stać coś więcej. Wydawało jej się  naturalne, że skoro w trójkę znaleźli się w tak trudnym położeniu, to powinni zachowywać się ja rodzina.

Ignorując wściekłość, która nadal płonęła w oczach Hope, podeszła do niej i oplotła ją ciasno ramionami. Długo powstrzymywane łzy w końcu wypłynęły z błękitnych oczu i opadły dziewczynie na ramiona. Pocierała jej plecy, powolnym, relaksującym gestem. Próbowała sobie to wszystko ułożyć w głowie.

-Musisz mu powiedzieć. –Powiedziała, gdy szloch przyjaciółki trochę osłabł. – Nie żartuję Hope. On MUSI się dowiedzieć.

Bardziej wyczuła, niż zobaczyła jej zaprzeczający ruch głową. Ale nie zamierzała się poddać. Zbyt wiele rzeczy w ich przyjaźni nie zostało wypowiedzianych. Ona sama nie oznajmiła im jeszcze o przesłuchaniu, na które powinna się stawić. Ale jak mogła dolewać kolejną kroplę goryczy do tej - jak się okazało - już pełnej czary?

-Nie wiedziałam, że Francesco… ee… był we mnie zakochany. – powiedziała niepewnie, gdy Hope poprawiała swój makijaż w lustrze.

-Wiesz co, Meg? Nie rozpoznałabyś miłości, nawet gdyby ugryzła cię w dupę.


***


Zanim je zobaczył, usłyszał. Drewniana podłoga klubu wdzięcznie niosła uderzenia obcasów pantofli, które obie dziewczyny miały na nogach, a poza tym rytmem, ich nadejście anonsował śmiech. Brunetka i blondynka weszły seksownym krokiem na salę, lekko pochylone w swoją stronę. Nieziemski widok.

Harry wiedział, że zapamięta ten moment na długo. Nie mógł oderwać wzroku  od Meg.  Od pocałunku na plaży, który zdawał się być tak odległy w czasie, podświadomość katowała go wizerunkiem dziewczyny w bikini i nie sądził, że coś mogłoby być bardziej seksowne od jej niemal nagiego ciała. Okazało się, że był w błędzie. Nagość nie mogła być tak pociągająca, jak odpowiednio dobrany strój. Długie nogi Meg wydłużyły się jeszcze dzięki delikatnym, czarno - złotym sandałkom na obcasie. Wzrok Harrego wędrował po tych smukłych kończynach aż do ud, gdzie napotkał czarny materiał. Sukienka wydawała się być tak mała, a jednocześnie zasłaniała wszystkie najdyskretniejsze zakamarki jej ciała. Nie żeby pozostawiała wyobraźnię samą sobie. Nie... Satynowa tkanina ocierała się o krągłości pośladków, napinała na kościach biodrowych, marszczyła znacząco wokół paska ściskającego jej talię, a głęboki dekolt ukazywał spory kawałek opalonej skóry, pełne piersi ukryte zostały pod fałdami materiału, a pomiędzy nimi błyszczał złoty łańcuszek. Sukienka wiązana była na szyi, wiec ramiona Meg zostały odsłonięte. Brunet wznosił w duchu modlitwy dziękczynne za to, że tym razem spięła włosy. Chociaż uwielbiał dotyk, zapach i fakturę jej włosów, to teraz, usidlone w wysokim kucyku, pozwalały mu cieszyć się widokiem jej szyi i szczęki, po której pragnął przeciągnąć wargami.

Kątem oka śledził sylwetkę Briana. Jak mógł stać tak spokojnie, kiedy uosobienie seksu weszło na salę? Uśmiechnięte uosobienie seksu. Co wcale nie pomagało Harremu się uspokoić, bo jego krew na wyścigi gnała od szalejącego serca do wypełnionego potrzebą krocza. A ten pajac, który chwilę temu mu groził, zachowywał się, jak gdyby nigdy nic.

Powrócił do sycenia oczu widokiem Meg. Zaskoczyło go, że patrzyła na niego. Jej przymrużone powieki, oraz to, jak jej policzki unosiły się od filuternego uśmiechu sprawiały, że pragnął zobaczyć jak poruszałaby się tylko dla niego. Jak wyginałaby to ciało, jak sunęłaby dłońmi po nim, jak iskrzyłyby jej oczy, gdyby był jedynym, który patrzy.

To była cała Meg. Weszła do pomieszczenia i wszystkie inne gwiazdy mogły przestać istnieć. Ludzie wokół niego stawali się nieistotni. Wszystkie jego myśli skupiały się na niej. Na tym, ile tajemnic jeszcze w sobie pochowała i czym mogła go jeszcze zaskoczyć.

I nagle to do niego dotarło. Wpadł w tą króliczą dziurę. Nie mógł już dłużej temu zaprzeczać. Wszystkie pytania, które sobie zadawał: Jaka jest jej ulubiona piosenka, czy patrzy tylko na niego, czy woli kawę czy herbatę, wiodły tylko do jednego. Zakochał się w niej.

I to było w porządku. Po raz pierwszy od dawna czuł, że jest w porządku.

***

Przesłuchanie Keyensa, Harry, Brian, Hope zakochana we Francesco, to, że Vega kochał się w niej i wiele innych. Wszystko to kłębiło się w jej głowie jak wielkie wykrzykniki, które tylko rosły i rosły. Głowa  bolała od naporu tych wszystkich myśli i pytania: Co dalej?
Jak powinna postąpić, by tym razem nikogo nie zranić? A czy w ogóle powinna brać to pod uwagę? A może powinna patrzeć tylko na siebie? Jak ma postępować, żyć, oddychać, by czegoś po raz kolejny nie spieprzyć?

Wiedziała, że pech zawsze podążał jej śladami, ale nie sądziła, że aż takie zgliszcza zostawiał za sobą. Uczucie, które niedawno jej doskwierało, teraz wróciło – rzeczywiście wyglądało na to, że czegokolwiek by się nie dotknęła, zmieniało się w katastrofę. Nawet jeśli robiła to nieświadomie - siała chaos.

Ta myśl przytłoczyła ją nieco. Odstawiła swoje truskawkowe mohito na bar i spojrzała smutno na Harry’ego, który właśnie wybierał piosenkę. Jak mogła się z tym całym swoim bagażem pchać w jego życie? Przecież to było niesprawiedliwe.

Jasne,  chciała go tak bardzo. Chciała go uszczęśliwiać, chciała wiedzieć ,co kryje się pod tą niesforną burzą włosów. Chciała też usunąć ten smutek, który czasem się zakradał w jego oczy. Ale czy powinna narzucać się mu ze swoimi uczuciami? A co, jeśli swoją obecnością w jego życiu narobiłaby takiego bałaganu, jak w życiu swoich najbliższych?

Coraz bardziej zaczynała boleć ją głowa, więc odsunęła te myśli na bok. Miała ważniejsze rzeczy na głowie, niż fantazjowanie o czymś ,co mogło nigdy nie nadejść.

Na szklanym blacie baru narysowała palcem jedynkę.
Jej priorytetem było wyjaśnienie bałaganu między nią a Hope. Nie pozwoli jej kolejny raz zamknąć w sobie uczuć. Nie mogła dopuścić do tego, by przyjaciółka rezygnowała z własnego szczęścia z jej powodu. Doprowadzi do tego by zmierzyła się ze swoimi uczuciami, chociażby miała siłą wyciągnąć słowa z jej gardła.
W myślach pogratulowała sobie. Tak, ta sprawa była jasna. Trzeba zająć się szczęściem przyjaciół.

Nakreśliła, swoim smukłym palcem dwa i postawiła kropkę.
Keynes: Nie mogła pozwolić by strach po raz kolejny przejął władzę nad jej życiem. Zbyt wiele razy na to pozwoliła, zbyt wile razy pochylała kark w geście poddaństwa. Ale nie tym razem. Ten człowiek nie będzie rządził jej życiem. I nie ważne, jak bardzo zdeprawowanym, pokręconym jest psychopatą. Nie pozwoli mu się podejść. To było jej życie i tylko ona będzie sobie dyktować warunki.
Po tym postanowieniu jej podświadomość wstała z krzesła i zaczęły się owacje na stojąco. Gdyby mogła posłałaby jej spojrzenie pełne pogardy na tak infantylne zachowanie, ale zamiast tego postanowiła przechylić szklankę ze swoim drinkiem.

No i pozostała jej trzecia sprawa: Harry. Ciągle krążył w jej podświadomości. Nie opuszczał jej nawet na chwilę, a i ona sama nie pozwalała sobie na odpoczynek od myśli na jego temat. Dwa sprzeczne stanowiska walczyły w niej zażarcie i żadne z nich nie zamierzało ustąpić. Strony nawet nie miały w swoich okopach białej flagi, a konsensus nie występował w słowniku żołnierzy. W dodatku obie strony wierzyły, że walczą o słuszny cel! Najeźdźcy rzucali hasłami o miłości, co najmniej jakby byli scenarzystami z filmów Disneya, a obrońcy warczeli proklamacje niezależności, emancypacji i świętego spokoju.

A jedynym marzeniem Meg było, by przenieśli swoje pole bitwy gdzie indziej.
Zanim miała szanse zagłębić się bardziej w swoich niespójnych myślach, jej uszu dobiegło szeptane odliczanie. Delikatny, chrapliwy głos popłynął przez klub, a mruczenie, które wydobywał z siebie wokalista było jej boleśnie znajome.

Harry wybrał swoją piosenkę.

Settle down with me
Cover me up
Cuddle me in
Lie down with me
And hold me in your arms.



Jego głos był miękki, pieścił jej ucho w każdej sekundzie. Brzmienie było tak różne od tego, które znała z ich rozmów. A gdy jego głos płynął wraz słowami: Kiss me like you wanna be loved, czuła jak jej dusza się wyrywa w jego kierunku.

Siedział na drewnianym barowym stołku, jego oczy były zamknięte  i w cudowny sposób pieścił mikrofon nie tylko pięknymi, romantycznymi słowami, ale również swoim cudownym głosem. Meg nigdy nie przeżyła czegoś takiego. Każde docierające do niej słowo wywierało podwójny efekt: czuła zachwyt nad jego talentem, a jej serce drżało, chłonąc cudowną wizję idealnego świata, którą przed nią roztaczał.
Wojska szalejące w  jej podświadomości również na chwile odrzuciły broń i kołysały się w spokojnym rytmie, ocierając płynące po policzkach łzy.

Yeah I've been feeling everything, from hate to love 
From love to lust, from lust to truth
 
I guess that's how I know you
So I hold you close to help you give it up



W tym momencie oczy bruneta się otworzyły i skierowały na nią. Nawet nie mrugnął. Jego głos nabrał mocy i  celował prosto w nią. Żar w jego głosie i oczach niepokoił ją, a jednocześnie przyzywał do siebie.
Nie było wyjścia. Rzucił na nią urok i nie mogła się mu opierać. Nie musiała tego rozumieć. Nie było takiej potrzeby. Po prostu to czuła. Oboje płonęli w tym momencie ogniem i nie chciała już temu zaprzeczać. Nie chciała zaprzeczać temu, że widzi, że on jej pragnie. I może chciała odejść i uciec w obawie przed konsekwencjami, ale co zaszkodziłoby im zostać i przez chwilę zażyć szczęścia?
Ale skoro sprawiał, że czuła się żywa, czy to naprawdę było tak złe?
Była młoda, on był młody. Oboje mieli prawo do błędu. A na świecie jest jedna rzecz silniejsza niż każdy, nawet ten największy strach – nadzieja.
Dlatego kiedy podszedł do niej i poprosił ją do tańca nie wahała się ani chwili: oplotła jego dłonie wokół siebie i przycisnęła swoje ciało do jego. Jedyną rzeczą, która ich dzieliła była jej kusa, mała czarna sukienka.
I to było w porządku. Jego zapach na jej skórze, jego ciepło uciszające jej niepokoje. To wszystko było w porządku. Nareszcie.






***


Świat, w którym żyli był przepełniony tajemnicami, podszyty niedopowiedzeniami i ozdobiony strachem. Bohaterowie, statyści i reżyserzy tego przedstawieni byli przepełnieni strachem, a na nosie nosili ciemne, grube okulary, przez co byli ślepi na oczywiste fakty wyskakujące im tuż przed nosem. I chociaż ślepych błądzących głupców w tym akcie było wielu, to jakoś akcja posuwała się do przodu. Świat, w którym żyli chwiał się w posadach, bo nadchodziły zmiany, których oni sami nie dostrzegali.
Ale czy ich to w tamtej chwili obchodziło? Hope wiedziała, że nie. Oderwała smutne spojrzenie od Meg i Harrego i spojrzała tęsknie na Francesco. Gdyby tylko ten mógł czasem odpocząć od powstrzymywania tego świata przed runięciem...

***

W samym końcu sali, przy jedynym stoliku, na którym nie paliła się świeczka, rozsiadło się dwoje doświadczonych i czasem już nawet zmęczonych życiem kucharzy. Za żadne skarby nie przyznaliby się, że przyglądanie się jak grupa młodych ludzi się wygłupia sprawia im przyjemność, dlatego starali się nie tylko trzymać dystans, ale i udawać wyraz zdegustowania na twarzach.
Miejsce, w którym siedzieli doskonale nadawało się do obserwacji; jak na dłoni mieli wszystkich uczestników imprezy i podśmiewali się do siebie z ich zachowania. Młodzi wkładali tyle wysiłku, by ukryć pewne uczucia i zamiary, ale dla nich, starych wyjadaczy, wszystko było jasne.

-Myślisz, że kiedyś się nauczą, Biskupie? - zaciekawiony Gaston wskazał ruchem głowy na parę tańczącą na środku. Biskup powędrował tam wzrokiem i pokiwał z zadowoleniem głową, na widok Meg w objęciach kędzierzawego chłopaka. Nawet ta małą zołza zasługiwała na chwilę odetchnienia.

-Kiedyś na pewno. —stwierdził filozoficznie.

Gaston pogrzebał w wewnętrznej kieszeni marynarki i, z okrzykiem tryumfu, wydobył z niej piersiówkę. Biskup pokręcił głową w odmowie, gdy zaoferował mu alkohol.

-Och, Biskupie. Od czasu tego nieszczęsnego psa stałeś się nudnawym towarzystwem.







Kochani! Dziękuję, że byliście ze mną przez te ostatnie cztery tygodnie. Wiem, że nie trzymaliście non-stop kciuków, ale każda pozytywna myśl z pewnością wpłynęła na mój sukces. Udało mi się przebrnąć przez tą masakryczną sesję. Co więcej! Jeśli sesja letnia pójdzie mi tak samo dobrze, to mam szanse na stypendium, a wtedy to już w ogóle będzie cud, miód i orzeszki.

Co do rozdziału... Na pewno nie pomogło mu to, że był pisany w takich odstępach czasu. Ale mimo wszystko mam nadzieję, że się podoba.

A to, że jest w miarę czytelny i znośny pod względem ortografii zawdzięczamy kochanej @beziimienna (ej). 

So, enjoy! 
Będę wdzięczna za komentarze! 


+ zapraszam na feedback 



11 komentarzy:

  1. Chyba? Chyba?! Już widziałam, Meg stojącą za drzwiami i wszystko co powinno wydarzyć się jako konsekwencje. Jednak tak się nie stało. Zagrałaś bardzo nieczysto wprowadzając mnie w taki błąd. :) Nadal nie mogę pojąć jakim cudem Meg nie rozpoznała jeszcze Harry'ego. Taka persona, taka popularność, a ona nawet żadnego faktu skojarzyć nie może.. Po cichu wyobrażam sobie nawet spotkanie Meg i Louisa, jednak w mojej głowie występuje tylko początek, bo jakoś ciąg dalszy jest niekompletny.
    Swoją drogą Harry powinien poważnie się zastanowić, te jego zagrywki, chociaż nieświadome, mogą się w jakiś sposób odbić nie tylko na nim, ale też na znajomości z Meg. Mam nadzieję, że rozwiązanie przyjdzie gładkie i baz komplikacji. ;)
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiem, że miałam przybyć z komentarzem w nocy, ale po prostu już zasypiałam i stwierdziłam, że nie dam rady przeczytać. Ale dzisiaj z nowymi siłami przybywam i mam nadzieję, że ten komentarz nie będzie taki chaotyczny. A więc szykuj się!
    Jak już Ci sugerowałam przed chwilą na tt - już na samym początku myślałam, że dostanę zawału z tym kluczowym słowem "chyba". Po prostu idealne zagranie. Ja już sobie nawet myślałam, że jakaś dziewczyna, może nawet Meg podsłuchuje rozmowę Harry'ego i Louisa i właśnie tak zareagowała, chociaż w sumie teraz tak myślę, że to totalnie bez sensu. Ale w każdym bądź razie nigdy w życiu nie wpadłabym na coś takiego, jak Ty. Także pierwszy szok zaliczony!
    Nie dziwię się Meg, że wybuchnęła w końcu złością. Nie znała się za bardzo na tych sprawach, a desperacko potrzebowała tego klubu. A tacy pracownicy jak w tym miejscu, do którego dzwoniła, to naprawdę... aż ciśnienie może podskoczyć i ja zareagowałabym pewnie w taki sam sposób.
    Jakie to urocze, kiedy Harry myśli w taki sposób o Meg, naprawdę. Widać, że wpadł jak śliwka w kompot i nie ma teraz zmiłuj się. Nie może się już wycofać na tym etapie nawet jeśli by chciał. To po prostu niemożliwe, bo z zakochania wcale nie wychodzi się tak prosto i gładko. Kolejna sprawa to jego skrywana wiadomość o sławie. Meg może wydawać się taką, która żyje gdzieś na innej planecie albo w ukryciu. No bo przecież nawet jak zobaczyła tę informację na plotkarskim portalu, nie wykazała ani krzty zainteresowania! Ok, no to mogę zrozumieć. Co jej z tego, że poczyta sobie o dorobku innych ludzi? Ale jakim cudem kompletnie nic nie wie o One Direction i o tym, że Harry jest jednym z pięciu członków? Ale będzie niespodzianka, jak się dowie! Mam nadzieję, że Styles odważy się na tę poważną rozmowę i Meg usłyszy to z jego ust, a nie gdzieś przypadkowo. To mogłoby rzeczywiście zniszczyć ich znajomość, przyjaźń, a przede wszystkim coś głębszego, co najwyraźniej kiełkuje w każdym z nich.
    Kiedy Hope postanowiła wszystko wygarnąć przyjaciółce myślałam, że wspomni właśnie coś na temat Harry'ego. Ale nie doczekałam się takiej informacji, co dobrze o niej świadczy - zachowała tajemnicę chłopaka tak, jak ją prosił. Swoją drogą, popieram jej reakcję na widok Loczka, bo pewnie każda zachowałaby się tak samo. Ja dodatkowo prawdopodobnie rzuciłabym mu się na szyję, a potem mogłabym już umierać!
    W słowach Hope jest tak dużo prawdy o Meg. Ta dziewczyna naprawdę nie dostrzega tego, co dzieje się wokół niej. No bo.. znowu.. jak mogła nie zorientować się, że Francesco się w niej kocha? I tutaj współczuję Hope. Bo przez ten cały czas musiała patrzeć na jego fascynację względem Meg, ale radziła sobie bardzo dzielnie. Od dzisiaj oficjalnie jestem ich wielką fanką i mam nadzieję, że Hopie odważy się na wyznanie swoich uczuć. A jak nie, to oby Meg jej pomogła. Skutecznie.
    Harry śpiewający "Kiss me" Eda <33333333 No przecież kocham tę piosenkę i ona tak idealnie pasowała do opisywanej sytuacji. Piękna scena, na pewno zapamiętam ją na dłużej. Zapewne tak jak Meg no i sam Harry również. Ciągnie ich do siebie jak nie wiem co i mam nadzieję, że niebawem odważą się otwarcie do tego przyznać przed sobą. No bo przecież nie można ignorować tych wszystkich odczuć w swojej obecności, prawda? Więc Neumann do boju! Styles do boju!
    Na końcu właśnie mi się jeszcze przypomniało, że nasz przystojniaczek miał niemiłą wymianę zdań z Brianem. Chociaż miał rację co do tego, by Harry długo nie ukrywał prawdy, to i tak mnie mega zirytował i wkurzył. Zachowuje się jakby był kimś ważniejszym od Stylesa. A wcale tak nie jest! I to nie prawda, że Hazz nie ma szans u Meg - wręcz przeciwnie. Oj, chciałabym widzieć minę i reakcję Briana na wieść o tym, że ta dwójka się spotyka! Raj dla moich oczu.
    Zdaje mi się, że to wszystko, chociaż pewnie coś pominęłam.. Cieszę się, że dodałaś ten rozdział i że wytrwałam w czekaniu na niego! W sumie, szybko minął ten miesiąc. Dużo weny na kolejne, kochana! Pozdrawiam i całuję, do pogadania <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Ty naprawdę chcesz mnie zabić? Myślałam, że chociaż odrobinę pałasz do mnie jakąś sympatią czy coś, ale nie! Musisz prowokować moje serce do gwałtownego przyspieszenia! Matko, czytając początek błagałam o tlen i pogotowie! To wszystko przez CIEBIE!

    Dobra, przestałam Cię już opieprzać xD

    Boże Meg! Weź przestań mnie wkurwiać! Nie zastanawiaj się tylko posłuchaj serca i działaj! On śpiewał to dla Ciebie, no! A Ty co? Masz go pocałować i już!
    Nie dość, że przepiękną piosenkę śpiewał to jeszcze potem poprosił ją do tańca, no zemdlałabym na pewno. Wyobrażam sobie zapach jego perfum po wtuleniu w jego opiekuńcze ramiona... Ohh odpływam chyba xD
    Jednak Haroldzie! Nie podoba mi się ani trochę, że okłamujesz Megan. Liczę na to, że jak najszybciej zbierzesz to swoje zgrabne dupsko wciśnięte w niemiłosiernie ciasne, podarte dżinsy (przypominam Ci, że masz grube miliony na koncie i STAĆ CIĘ NA NOWE SPODNIE! xD) i powiedz jej o swojej słowie.
    No bo na miłość boską, ona nie jest głupia. W końcu dowie się z innego źródła, a znając ją, będziesz miał przejebane i tyle! Kochasz ją? To nie bądź tchórzofretką!
    Hope w tym odcinku wysunęła się na prowadzenie w rankingu moich ulubionych postaci. Ta jak coś wygarnie, to kaplica! :D Kto mi znajdzie taką przyjaciółkę? Błagam xD No i chciałabym żeby była z Francesco w końcu. Niech się nie męczą :)
    Brian... Naprawdę muszę omawiać jego nieprzyjemną postawę? Lepiej nie, bo użyję zbyt wielu wulgaryzmów. A po co to komu? xD
    Swoją drogą, Meg! Jak można nie wiedzieć kim jest HAROLD STYLES? Na jakim Ty świecie żyjesz? W bajce? No raczej nie. Otrząśnij się i rozejrzyj wokół. Taka moja rada ;)

    OMG. Nigdy tyle nie przeklinałam w komentarzu. Przepraszam xD :*
    Ten odcinek wzbudził we mnie wiele skrajnych emocji także możesz być z siebie dumna. Był też długaśny i nie mogłam się doczekać.
    Z kolei teraz czekam na następny! I na pocałunek Megan i Harry'ego po piosence. Chociaż znając Ciebie, to będziesz nas jeszcze torturować.
    Miej serce, miej!

    Kocham Cię, wiesz?
    Chyba wiesz :)
    I gratuluję zdanych egzaminów! xx
    Całuję <3
    [gotta-be-you-darling]
    @Gattino_1D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. UWAGA! W następnym rozdziale JEST pocałunek.
      Ale nie powiem czyj. ;pp

      Usuń
  4. Aż mnie skręciło, kiedy na samym początku rozdziału Meg była taka bliska poznania prawdy o Harrym. Już myślałam, że to nastąpi, ale jednak nie... I w sumie nie wiem, czy mam czuć ulgę, czy może odwrotnie, bo w sumie chciałabym mieć już ten moment za sobą. Zwłaszcza, że między nimi układa się coraz lepiej, zbliżają się do siebie z każdym kolejnym dniem, co niestety wiąże się z tym, że wyjście na jaw tej sprawy z biegiem czasu staje się trudniejsze i bardziej znaczące.
    W sumie mnie nie zdziwiło, że Hope rozpoznała Harry'ego. W każdym razie miło zarówno z jej, jak i Francesca strony, że postanowili nie wydać go przed Meg. Z kolei Brian mnie zaskoczył, niestety wcale nie pozytywnie. Od kiedy taki z niego kozak? Do tej pory uważałam, że to słodki, uroczy facet, który może trochę za bardzo narzuca się Megarze, ale to ze względu na jego ślepe zauroczenie względem niej. Nie twierdzę, że w jego słowach nie było racji, mimo to mógł sobie darować te uwagi, naprawdę.
    Wybuch Hope również nieźle mnie zdziwił. Nigdy nie przeszło mi przez myśl, że może kochać się we Francescu; owszem, mieli świetne relacje, jak sama wspomniała Meg, ale nie widziałam w tym niczego więcej. Dziewczyna całkiem nieźle się maskowała... Nie dziwię się, że w końcu nerwy jej puściły, zwłaszcza, że Megara faktycznie jest przyjaciółką, która skupia na sobie większość uwagi. Mimo to mam nadzieję, że Hope prędzej czy później zdobędzie się na jakieś bardziej manifestacyjne okazanie swoich uczuć. Kto wie, może Vega też zaczął się nią interesować, tylko tego nie pokazuje?
    Późniejsze sceny to już totalne rozmarzenie, przynajmniej z mojej strony. Harry zachwycony widokiem Meg, ona sama, nieco zamyślona, ale skupiona na Stylesie, jego występ z piosenką Eda, te wszystkie uczucia... Coś pięknego, naprawdę. Hazz zdał sobie sprawę z własnych uczuć, Meg najwyraźniej też. Teraz tylko chciałabym, żeby powiedział jej prawdę o swojej sławie, bo aż się boję, jak Megara na to zareaguje...
    Bardzo mi się ten rozdział podoba. Zwłaszcza to zdanie: "Nie rozpoznałabyś miłości, nawet gdyby ugryzła cię w dupę."
    Cieszę się, że sesja tak dobrze Ci poszła i mam nadzieję, że wena również Ci dopisze :) Pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Okej, na sam poczatek musze Cie uprzedzic, ze nie bede uzywac podczas pisania tego komentarza polskich znakow, co znacznie moze utrudnic Ci jego zrozumienie. Spodziewaj sie rowniez masy literowek i innych dziwacznych bledow. Jestem na telefonie, a na dodatek w pracy, dlatego pisanie tego komentarza jest dla mnie istnym wyczynem. Z reszta mialam go napisac jakies dwa miliony lat temu, ale znasz mnie, lubie wszystko przekladac na nigdy nienastajace jutro. Oczywiscid pragne od razu przeprosic Cie za ten ogromny poslizg, ale ostatnio jestem po prostu do dupy i do niczego nie mam glowy.
    Koniec pieprzenia glupot, czas na komentarz.
    Na samym poczatku powiem, ze Meg mnie irytuje (zdziwiona? pewnienie). Ostatnio robila to jakos tak mniej niz zawsze, ale powyzszy rozdzial tylko i wylacznie utwierdzil mnie w przekonaniu, ze moj chwilowy brak irytacji jej osoba jest naprawde chwilowy. Nie do konca wiem dlaczego ogarnia mnie az taka zlosc wzgledem Meg, ale chyba po prostu nie lubie takich lasek. Pewnosc siebie jest bardzo w porzadku i calkowicie zrozumiala, szczegolnie jesli wygladasz jak milion dolarow, to nie o to chodzi. Nie lubie kiedy komus wszystko tak.latwo sie udaje, fakt dziewczyna sporo przeszla, ale prawda jest taka, ze gdzie sie nie pojawi ma sie jak paczek w masle, chociazbyze wzgledu na swoja urode. Kiedy Hope nakrzyczala na Meg, pomyslalam sobie, ze bardzo dobrze. Jej nalezy sie, aby ktos nia mocno patrzasna i dal do zrozumienia kilka spraw. Meg wziela Hope pod swoje skrzydla, aw slodkie, zaraz sie rozplacze.... w calej tej sytuacji spodobalo mi sie to, jak Meg zareagowala na to, ze jej przyjaciolka zakochala sie w przyjacielu. To chyba byl jedyny moment, w ktorym pomyslalam sobie, ze robi w koncu cos ludzkiego, a co dostaje moja sympatie. Swoja droga jest mi szkoda Hope.. milosc do przyjaciela, jak do przyjaciela zawsze jest lipna sprawa. Co prawda ja na wlasnej skorze nigdy jej nie doswiadczylam, e ze przyjaciel poczul cos do mnie to inna sprawa, ogolnie rzecz biorac nieprzyjemna.
    Siedze sobie w kinie, pisze Ci ten fatalny komentarz, a w radiu wlasnie zaczelo sie SOML. Jakos tam od razu mi lepiej.
    Jedziemy dalej.. Kurwa! Poznali go! Jaka beka, myslalam, ze od razu wybuchnie mega drama, a to wszystko przeszlo jakos bokiem. Swoja droga dziwie sie dwojce przyjaciol, ktorzy obiecuja obcemu gosciowi siedzwnie cicho. Zatajenie prawdy, to dla mnie rowniez klamstwo, wiec na miejscu Meg bylabym wsciekla przede wszystkich na nich, kiedy to wszystko juz wyjdzie. Harrego zna niedlugo wiec w gruncie reczy zbyt wielka ufnosc wzgledem niego bylaby glupia. Jestem cholernke ciekawa jak to bedzie, jak Meg dowie sie, ze spotyka sie z czlonkiem najbardzien znanego boybandy na swiecie. Moze byc ciekawie.
    Wkurza mnie Brian. Tutaj wyszedl na jakiegos dziwnego cwaniaczka. Wiadomo, ze ma chrapke na Meg, a poza tym martwi sie o nia, ale jego zachowanie po prostu mnie zdenerwowalo.
    Harry spiewa, jezu.. czemu nie dla mnie?! Tak czy inaczej fajnie to wszystko pomiedzy nim, a Meg toczy. Nie wymyslach nie wiadomo Bog jakich romantycznych i ckliwych scenek, za co bardzo Cie szanuje. Wszystko leci w odpowiednim tempie, jestem z tego bardzo zadowolona.
    Sprawa przealuchania nie daje mi spokoju. Cholera co tam sie wydarzy, jak to wszystko bedzie wygladac, mega nie moge sie doczekac, zeby zobaczyc, jak to sie rozwinie.
    Ostatnie zdania, bo Ola przyszla.
    Napisze jeszcze tylko, ze pragne pojawienia sie Lou ! + Ostatnia scena bardzo mi sie podoba, sama nie wiem dlaczego tak przepadam za Biskupem.
    Lece, kocham i caluje! :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Wszyscy piszą tak długie komentarze, a ja nie wiem jak połączyć cztery słowa. TO OPOWIADANIE JEST CUDOWNE. Kurcze, dziewczyno, ja tu umieram.

    /Helka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Długie komentarze, krótkie komentarze, średnie komentarze - kocham je wszystkie.

      <3

      Usuń
  7. Wiesz, podziwiam Cię za to, że piszesz tak rewelacyjne i długie rozdziały nie tracąc przy tym wątku i nie 'rozmywając' treści. Lubię Twoją historię, jakkolwiek głupio by to nie brzmiało, za trzecioosobową narrację, która w fanfikach jednak zdarza się bardzo rzadko. W sumie Twój ff jest chyba jedynym takim, który czytam. A tak już całkiem konkretnie (i chaotycznie na maxa :D) - to przeniesienie początkowe ze słowem "chyba" było zajebistym pomysłem i świetnie tu zagrało. "Była jak ta blizna..." - świetne. I jeszcze raz świetne.

    Pozdrawiam ciepło xxx
    http://insomnia-fanfiction.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Cześć, wpadłam na tego bloga przed chwilą i nie wiem co napisać. Bo mogłabym skłamać jaki to świetny jest, nawet nie zapoznając się z treścią... Ech, zważywszy na to, że uwielbiam opowiadania o Harrym przeczytam całość, co może zająć sporo czasu :) Także ten, dodaje się do obserwatorów i zarywam nockę na to i kilka innych ff. Sądząc jednak po komentarzach znalazłam kolejną perełkę ipppp! *jara się*.
    W sumie jestem tu po to, aby pospamić, więc zapraszam do spamu, bo to dla mnie ważne :)
    xx
    @YourLittleBoo1

    OdpowiedzUsuń
  9. Uch, zarwałam dzisiejszą nockę na przeczytanie olewając zupełnie pozostałe ff, na których mam sporo zaległości. I wiesz co? Nie żałuję, ponieważ jak mówiłam wcześniej, trafiłam na kolejną perełkę, a w morzosferze jest ich doprawdy niewiele. Mój komentarz może być całkiem dziwaczny, ale to tylko ze względu na to, że całą wenę wylałam na napisanie rozdział, mniejsza...
    Na początek powiem, że czuję się bachorem w porównaniu do autorek blogów, które czytam z wielkim zapałem. Wszystkie pokończyły już licea, a ja nie dość, iż za pisanie zabrałam się pół roku temu to nawet z gimnazjum nie wyszłam - jeszcze xDe. Ale nie będę się użalać, bo nikt za wiek odpowiedzialny nie jest, przejdę od razu do treści, którą pochłonęłam jak Niall ciastka. A lubię to opowiadanie prawie tak bardzo, jak Niall ciastka *robi znaczącą minę*. Po pierwsze Megary nie da się nie lubić, dlatego automatycznie zakochałam się i w reszcie świata przedstawionego. Szczególnie jej mocny charakter i zabawne teksty (na przykład ciekawa rozmowa z kucharzami) wywołały natychmiastową sympatię. Nie jest ona kolejną panią idealną, bo od takich bohaterek blogaskowy świat pęka w szwach, ani panią "moje życie jest jak DiCaprio bez oscara idę pociąć się mydłem*. Mimo tragedii potrafiła ułożyć sobie życie, za co podziwiam. Może i zostawiła matkę w Polsce, ale widać, że i tak się o nią troszczy i bardzo kocha. Zdradzę w sekrecie, że popłakałam się na scenie telefonu. Nie wierzę, jak jedna rozmowa może złamać tak silną postać. Odnośnie tej sytuacji... Dziwiłam się trochę reakcji Francesca i Hope [prawie tak bardzo, jak tego, że blondynka kocha się w F! Szipszipszip!]. Pierwszym co ja bym zrobiła w ów sytuacji byłoby przytulenie Meg. Dopiero później poukładałam sobie w głowie, że mieli prawo być źli, a Neuman postąpiła nie do końca fair. Ale wynikła z tego piękna scena od której praktycznie zależała dalsza akcja. Przyjaźń Harrego i Meg to coś pięknego! Mimo, że od sceny pocałunku wahałam się nad tym czy im kibicować, czy też nie, późniejsze zdarzenia tylko utwierdziły mnie w fakcie, jak epiccy są. Już sama kreacja postaci Stylesa mnie zaintrygowała. Już od jakiegoś czasu rozmyślałam nad "gwiazdorskim życiem" i chciałam uderzyć podobny wątek w swojej historii, gdyż ff rzadko ukazują ciemne strony popularności. PIĘKNIE, PIĘKNIE, PIĘKNIE!
    Odnoście pana gwaUciciela - zastanawiam się czy przypadkiem to nie on napadł na matkę Meg w Polsce i nie ścigał jej aż do SF. Co mogłoby być dziwne, ale odpowiedni opis, których jesteś mistrzynią i wszystko ładnie pięknie. Cud, miód, orzeszki. Co dalej. Ech, chciałam powiedzieć tak wiele, bo opowiadanie wywołało we mnie wiele emocji. Ostatnio czytuje wiele ff, na których aż piszczę kiedy dzieję się coś tego pisku wartego. Może dodam coś jeszcze o fragmencie, który skopiowałam na worda i chyba zrobię z niego jakieś bóstwo, bo jest tak piękny, jak wycięty z jakiejś książki, a mówię o opisie różnicy miłości i zakochania. Oglądając liczne seriale sama zdążyłam to wywnioskować, jednak nigdy nie ubrałabym tak pięknie w słowa. Może to kwestia wieku, lekkiego pióra, albo talentu. Sama nie wiem, ale Cię podziwiam.
    PODSUMOWUJĄC:
    1. Nigdy nie przeglądaj się w szybie auta nie mając pewności, że jest ono puste. NIGDY [rozbawiła mnie ta sytuacja].
    2. Zwracaj choć małą uwagę na szmatławce, ponieważ możesz zaprzyjaźnić się z Harrym Stylesem nawet o tym nie wiedząc.
    3. Mów przyjaciołom o wszystkim, jeśli im ufasz.
    4. Nie słuchaj opowieści kucharzy, bo morałem będzie porównanie cię do psa [haha!].
    5. Jest pięć?
    Koniec końców, nie wiem co mogę jeszcze powiedzieć. Mówiłaś, że masz nadzieję, iż historia Harry'ego i Meg mi się spodoba. Boże święty, ja zakochałam się w rzeczonej historii!
    Także ten, jak wydasz książkę muszę się o tym dowiedzieć pierwsza, bo łyknę ją w jedną nockę, podobnie jak to opowiadanie.
    Ach i gratuluje udanej sesji! Za sesję letnią i ja będę trzymała kciuki!
    Pozdrawiam i czekam na nn
    xx
    @YourLittleBoo1

    OdpowiedzUsuń