Obserwatorzy

niedziela, 27 października 2013

3. Beach Bar, część druga.



 3. Beach Bar, część druga.






- Ślicznie wyglądasz. – Komplementował ją Brian nie odrywając od niej wzroku. Oczy skrzyły się wesoło i Meg zastanawiała się czy to efekt jej towarzystwa czy świec płonących w restauracji.

- Dziękuję. – Odpowiedziała przechylając głowę by odsłonić swoje lewe ramię. Jednocześnie bawiła się złotym łańcuszkiem na szyi. Gesty te dezorientowały chłopaka, który wyglądał jakby nie wiedział gdzie podziać oczy. Jego speszenie bawiło Meg, ale postanowiła zachować je dla siebie. – Powiedz mi, Brian. Jak to jest, że zapraszasz obcą dziewczynę na kolację?

- Jest wiele powodów. – Blondyn nie przestawał uśmiechać się kokieteryjnie. – Po pierwsze, jak już mówiłem, jesteś śliczna. Po drugie, to jak weszłaś do baru – taka pewna siebie, dumna, zdecydowana – odebrało mi mowę. Jesteś jak wyzwanie. A ja lubię wzywania.

Nie odpowiedziała, bo przeszkodziło jej nadejście kelnera. Brian zachowywał się przez cały wieczór jak wzorowy chłopak: zabawiał ją rozmową, słuchał uważnie, komplementował i całym sobą mówił jak bardzo jest nią zafascynowany. Jednak nie robiło to na Meg żadnego wrażenia. Był naprawdę przyjemny i polubiła go niemal natychmiast. Między nimi był dobry kontakt, ale dla niej oznaczał on zupełni co innego niż dla niego. Był taką prostolinijną osobą i szczerą, a zarazem był szarmancki i słodki zarazem, ale nie był osobą, z którą mogłaby się związać. Nigdy, chociaż widziała po nim, że miał nadzieje.  Za bardzo przypominał jej człowieka z jej przeszłości. Kogoś o kim nie chciała pamiętać, a jednocześnie nie mogła zapomnieć. Za każdym razem, gdy spoglądała na siedzącego naprzeciwko niej chłopaka, przez jej myśli przelatywały wspomnienia sprzed lat i serce zaciskało się z bólu. Była już do niego przyzwyczajona. Ból był czymś co witała jak starego przyjaciela. I tylko dzięki temu przyzwyczajeniu mogła się uśmiechać, odpowiadać na żarty Briana, flirtować i kontynuować wieczór zachowując się jakby był najlepszą chwilą jej życia.


***


Drzwi windy zamknęły się z nimi z cichym trzaskiem, a  Harry odwrócił się do dziewczyny. Chciałby móc powiedzieć, że pamięta jej imię, ale nie był nawet pewny czy się przedstawiła. Była taka sama jak wszystkie fanki: patrzyła na niego roziskrzonymi oczami, cała podniecona w oczekiwaniu na to co się wydarzy. Chociaż doskonale wiedziała jak się akcja rozwinie, gdy dotrą do jego pokoju. Najpierw ją rozbierze, potem siebie i będą uprawiać seks. Tylko tyle. Nic więcej.
Nie miał ochoty na rozmowy. Na udawane zainteresowanie i wymuszoną uprzejmość. Jedyne czego pragnął to się zatracić.

Wiedział, że następnego dnia będzie pluł sobie w brodę i wyzywał się od najgorszych, że dopadnie go poczucie winy i zacznie podgryzać moralny kac, ale w tym momencie w tej sterylnej, chromowanej windzie jego czuła strona została odsunięta na bok przez bestie, która żyje w każdym mężczyźnie i ta bestia domagała się spełnienia w kobiecie.

Brunetka naprzeciwko prężyła swoje ciało niecierpliwie próbując w jak najlepszym świetle ukazać swoje wdzięki.  Nie uszło jego uwadze to, że całkiem „przypadkowo” ramiączko jej stanika się osunęło i odcinało się na tle jej smukłego ramienia. Pewnie jeszcze trzy lata temu uznałby to za cholernie seksowne, jednak od czasu, gdy na świat przyszło One Direction, takie obrazki oglądał niemal codziennie. I jeśli miałby być szczery to takie wdzięczenie się zaczynało go męczyć.
Przyglądał się jej znudzonym wzrokiem. Wodził oczyma od jej głowy do stóp w tę i z powrotem wyobrażając sobie co zobaczy, gdy pozbędzie się z niej tej przeklętej sukienki.

- Masz piękne oczy Harry. Takie seksowne. – Dziewczyna przygryzała wargę, usiłując z całych sił skupić na sobie jego uwagę. Siłą zdusił w sobie prychnięcie. Właśnie dlatego wolał starsze od siebie kobiety. Dziewczyny w jego wieku nie szanowały siebie za grosz.

Przezwyciężając niechęć zmrużył uwodzicielsko swoje oczy, chwycił jej dłonie  i położył na swojej klatce piersiowej. W pierwszym odruchu dziewczyna znieruchomiała, ale szybko podjęła wyzwanie i odważnie zaczęła błądzić dłońmi po jego torsie na co odpowiedział gardłowym pomrukiem. To tylko wzmocniło jej pewność siebie. Stanęła na palcach i pocałowała go w zagłębienie szyi.

Jej zuchwałe zachowanie nie było w jego stylu, ale rozbudzało jego pożądanie. Każdy pojedynczy mięsień w jego ciele się napiął. Czuł jak krew z całego organizmu uderza mu do mózgu, chociaż było to niemożliwe bo równocześnie jego rosnący członek boleśnie napierał na zamek w spodniach.

Kiedy w jego głowie zaczynał się formować obraz jego i tej dziewczyny złączonych na ścianie hotelowej windy, drzwi się otworzyły, a subtelny dzwonek oznajmił, że dotarli na odpowiednie piętro. Nie czekając ani chwili, chwycił ją w pasie i przyciągnął do siebie, tak że przywierała  teraz do jego boku. Z uśmiechem na ustach pochylił się i chwycił płatek jej ucha pociągając rozkosznie. Doskonale wiedząc, że spije łapczywie każde słowo z jego ust, szepnął:

- A teraz zacznie się zabawa.

Całą drogę do pokoju dziewczyna pozwalała się prowadzić niemal bezwolnie. Harry gładził jej ramię najdelikatniejszym z dotyków i obserwował jej reakcje. Otwarte, wilgotne usta, rozkoszne westchnienia i tyłeczek ocierający się o drugą dłoń. Wszystko to doprowadziło go do szaleństwa, w czego efekcie miał ogromne problemy z otwarciem drzwi.

Tuż za nimi w ogromnym tempie pozbyła się jego ubrań. Już w windzie dziewczyna była gotowa zerwać z niego spodnie, ale w pokoju nie ograniczyła się tylko do nich i na podłodze wylądowały równie szybko jego bokserki. Z każdym oddechem wbijał się w jej wargi coraz łapczywiej. Przyciskał ją do ściany swoimi biodrami pozwalając poczuć jak bardzo tego potrzebuje. Jak bardzo potrzebuje kobiety by zapomnieć o tym parzącym bólu samotności, który wypala dziurę w jego sercu.

Przeniósł swoje usta na jej szyje. Ssał, lizał, pogryzał przy akompaniamencie jej coraz bardziej urywanych oddechów.
Niecierpliwie przesunął dłonie na jej uda i jednym, płynnym ruchem pozbył się jej sukienki. Widok jej pełnych piersi i opinającego je koronkowego stanika całkowicie osuszyły jego rozum z jakiejkolwiek logicznej myśli. Przetarł wilgotny szlak do jednej z nich i gwałtownie odchylił delikatny materiał. Jedną pierś poddawał rozkosznym torturom swoimi ustami, a druga ugniatana była przez jego dużą dłoń, bawił się sutkiem pocierając go między kciukiem, a  palcem wskazującym.

- Harry… proszę. – Tylko tyle była w stanie z siebie wydusić pochłonięta pożądaniem.

Bez wahania rzucił ją na łóżko i pozwolił sobie spojrzeć w jej oczy. I to go zgubiło. Poczuł jakby ktoś wylał mu na głowę kubeł lodowatej wody.

Dziewczyna była przerażona. Tak, widział jej podniecenie, całe jej ciało o nim świadczyło, ale wewnątrz pożerał ją strach. I Harry doskonale wiedział co to znaczy. Widział to już niezliczoną ilość razy.

Brunetka była przerażona, że Harry Styles z One Direction nie jest jej szarmanckim księciem na białym koniu, że nie traktuje jej jak księżniczki, nie kładzie delikatnie na łóżku z płatków róż, tylko rzuca jak dziwkę na hotelowe łóżko. To jedno spojrzenie przywróciło mu trzeźwość myśli. Wiedział, że nie da rady, że nie może jej tego zrobić. Wiedział, że tej nocy znowu będzie sam.

- Wyjdź. Zbierz swoje rzeczy i wynoś się stąd. Nie chcesz tego. Ja Ciebie nie chcę. - „Nie chcę zrobić ci krzywdy.”-dodał w myślach.  Przekręcił się na plecy i zasłonił oczy ramieniem. Słyszał jej zduszone łkanie, ale nie pozwolił sobie na nią spojrzeć. Na jej nagie, jędrne i piękne ciało. Był mężczyzną i właśnie walczył całym sobą by utrzymać swoje instynkty na wodzy.

Kiedy usłyszał trzaśnięcie drzwi dziękował bogu za miłosierdzie. Na oślep ruszył do łazienki, wszedł do kabiny i odkręcił zimną wodę. Stał w lodowatym strumieniu z pochyloną głową, pozwalając by woda ugasiła płomień szalejący w nim.

- Kurwa! 

Od uderzenia powstało pęknięcie na płytce, którymi była wyłożona. Z jego knykci popłynęła krew, która mieszała się u jego stóp z wodą.


***


Pomieszczenie wypełnione było ludźmi. Ubrani w swobodne, kuse i kolorowe letnie stroje oddawali się rozrywkom  typowym dla okresu wakacji. Rozłożeni na kanapach rozmawiali gestykulując intensywnie, tańczyli ocierając się o siebie dając upust swoim emocją, unosili dłonie w powietrze, a jeszcze inni rozsiedli się przy ognisku rozpalonym na plaży i przy dźwiękach hiszpańskiej gitary robili konkurencje didżejowi. Wszystkie te dźwięki mieszały się ze sobą i tylko czasem przecinał je wybuch śmiechu, którejś z klientek baru. Mimo tych drobnych niedoskonałości to orkiestra jaką stanowili ludzie razem z muzyką i dźwiękami obijających się o siebie szklanek, tworzyły ulubioną symfonią Meg. Brzmiała jak życie. Życie, którym wszystko dookoła było przepełnione, które sprawiało, że nawet powietrze było naelektryzowane. Biorąc oddech za oddechem, Meg czuła że żyje. Jej krew śpiewała pod wpływem ekscytacji, której sądziła, że nigdy nie już jej nie poczuje.

Ale nie jej pobudzenie nie było tylko zasługą ludzi. W tle tych wszystkich rozkosznych dźwięków słyszała fale uderzające o brzeg, tego nieustępliwego kochanka, który musiał pocałować ziemię, niezależnie od siły prądów. I to właśnie wzbudzało jej największe emocje: Dźwięk oceanu, wody, przywoływał jej myśli o domu. I to właśnie dzięki temu uczuciu jej ciało poruszało się bezwiednie pod dyktando muzyki, noga wystukiwała rytm, biodra kołysały się, a kąciki ust odmawiały kierowania się w innym kierunku niż ku górze.

-Jak zwykle w dobrym humorze, co piękna? – Z rozmyślań wyrwał ją Brian, stawiając tuż koło jej nóg nowy keg.

- Bo mam doskonałą pracę. – odpowiedziała filozoficznie i odwróciła się do obsługiwanych klijentów.

Wróciła pamięcią do dnia, w którym poznała Briana. Tamtego dnia umilił jej wieczór nie tylko pyszna kolają.

Było już późno, Brian odprowadził ją pod bramę ośrodku, w którym mieszkała i nastał ten krępujący moment pożegnania.
- Szkoda, że twój wujek jest takim dupkiem. Polubiłam cię, Brian. Stworzylibyśmy niezły duet w barze. – Powiedziała zasmucona.
-Aaaa! Właśnie. – Chłopak uderzył dłonią w czoło jakby sobie właśnie coś przypomniał. Jego zachowanie rozbudziło ciekawość Meg i wpatrywała się w niego niecierpliwie. – Może zmienisz zdanie o wujku.
- Naprawdę?
- Może jest dupkiem, ale potrafi docenić prawdziwą kobietę jak ją zobaczy. Wyobraź sobie, że po twoim wyjściu długo siedział na zapleczu sam i przeklinał po hiszpańsku. Kiedy w końcu wyszedł wyglądał jakby miał mi ogłosić wybuch wojny. – Wyszczerzył swoje wszystkie białe zęby w uśmiechu. – Wyobraź sobie, kochana, że kazał mi cię poprosić byś zgodziła się dla niego pracować. Zasugerował mi nawet błaganie. Na kolanach! Wyobrażasz sobie? Widzę, że się śmiejesz, ale poczekać na najlepsze. – Przerwał opowieść widząc, że dusi w sobie chichot. – Kiedy zapytałem go o przyczynę zmiany zdania powiedział tylko: „Chico, ty widziałeś jakie ta dziewczyna ma cyc… OCZY!”


- Grosik za twoje myśli. Znowu się uśmiechasz.

Brian przysiadł na ladzie i przyglądał się jej uważnie. Ostatnio należało to do jego ulubionych zajęć – przyłapywanie Meg w chwilach zawieszenia, lub gdy zatapiała się we wspomnieniach, całkowicie wyłączając się ze świata, który ją otaczał.

- Wspominam naszą cudowną randkę. – Mrugnęła do niego porozumiewawczo, ale na widok wkradającego się na jego usta figlarnego uśmiechu, poprawiła się: – A właściwie to w jaki sposób przekazałeś mi propozycję od staruszka.

- Mówiłem ci, że potrafi docenić piękne kobiety. – Obejrzał się przez ramię i zwinnie niczym kot zeskoczył z blatu. – No, dobra. Koniec tego gadania, śliczna. Masz zniecierpliwionego klienta na dziesiątej.
Megara spojrzała w kierunku lewej baru i rzeczywiście dostrzegła mężczyznę, który uparcie się jej przyglądał. Zniecierpliwionym gestem obracał swoją już pustą szklankę po whisky. Nie chcąc psuć tego wieczoru kłótnią z podpitym klientem przykleiła na swoją twarz najsłodszy uśmiech i pochylając się do przodu by zaniedbany klient mógł sobie wynagrodzić czekanie widokami na jej dekolt odebrała mu szkło.

- To samo dla pana?

- Tak proszę. – Facet przesuwał kciukiem po swojej dolnej wardze. Podświadomość Meg wywróciła oczami i w infantylny sposób symulowała wymioty. Szczerze nienawidziła takich typów. Mierzyli ją wzrokiem, jakby brali z niej miarę, oceniając czy wpasuje się w ich łóżko. Byli tak obrzydliwie pewni siebie, a jednocześnie pozbawieni uroku osobistego, że jedyne słowo jakie nasuwało się jej na myśl to: Arogant. Na jej nieszczęście świat był pełen takich bufonów i w barach nie raz miała z nimi styczność. Wieloletnia praktyka nauczyła ją jak unikać zaczepek takich drani, a jedynie opanowanie powstrzymywało ją przed zdzieleniem takiego mężczyzny w twarz, gdy robił jej dwuznaczne propozycje przekonany święcie, że ją to bawi.

- Szef miał rację. Jest pani piękna. – Powiedział kiedy wróciła z jego trunkiem.

- Dziękuję za komplement, ale mam nadzieje, że szef zatrudnił mnie nie tylko dla ładnej buźki. Inaczej słaby były z niego przedsiębiorca. – Przechyliła głowę na bok i posłała mu oczko, nie wychodząc z roli dobrej barmanki. Nie bała się za nadto, chociaż facet nie wyglądał na miłego. Poczucie bezpieczeństwa zapewniało jej to, że  niedaleko stała druga barmanka – Kate, a na zapleczu był Brian.

Mężczyzna „z dziesiątej” zamawiał kolejkę za kolejkę, wprawiając Meg w zdumienie. Na jej oko powinien dawno stracić przytomność, ale on wlewał w siebie jedną szklankę za druga i nie pozwalał odejść jej na długo ciągle wciągając w jakąś rozmowę. Był irytujący, ale oceniła go jako niegroźnego i nie szczędziła mu uśmiechów w nadziei na wysoki napiwek.

Krótko drugiej facet wyrównał rachunek, a kiedy wróciła z resztą już go nie było. Pod szklanką znalazła zaś studolarowy banknot, na widok którego jej brwi powędrowały w górę ze zdziwienia. Chwilę później powędrowały jeszcze wyżej, gdy przeczytała liścik, który napisał na podkładce.

„Będziesz moja, słodka Meg. Niedługo.”

Poczuła jak jej żołądek zmieniał się w bryłę lodu. Przerażona groźbą pobiegła Briana, ale ten ją uspokoił, przekonując że to tylko pijany pajac, który przecenia swoje możliwości.

-Meg, Meg, Meg, kochana. Skoro mnie się nie udało ciebie wyrwać, to temu pijaczynie miałoby się udać? Odpuść, mała.

Przyznając mu w duchu rację, postanowiła zapomnieć o podejrzanym typie i wróciła do pracy. W barze nie miała się czego obawiać - czuwała nad nimi ochrona. Powtarzając sobie to i słowa Briana w myślach uspokoiła się i wróciła do pracy. Zrelaksowana toczyła luźne rozmowy z wesołymi, młodymi klientami baru, jak gdyby incydent nigdy nie miał miejsca .

Koło czwartej bar zaczął pustoszeć, a po tym jak ostatni klient wyszedł, a właściwie się wytoczył, załoga zaczęła sprzątać. Byli wyczerpani, więc wykonywali swoje obowiązki w ciszy. Każdy chciał jak najszybciej uwinąć się ze swoją robotą i czym prędzej oddać się w ramiona Morfeusza. Wkładając naczynia do wyparzarki, kątem oka Meg obserwowała serwis informacyjny.

W jednej chwili uwaga wszystkich pracowników zwróciła się w kierunku Meg, gdy ogromna, dwulitrowa karafka uderzyła o podłogę i z trzaskiem rozpadła się na milion kawałeczków. Jej ciało zwiotczało, jakby jakaś niewidzialna siła odebrała jej władzę we wszystkich mięśniach. Osunęła się bezwaładnie po regale z alkoholami uderzając o niego plecami, a butelki obiły się o siebie wydając stukot niezadowolenia, czuła jak strach mrozi jej krew w żyłach. Jej dłoń krwawiła zraniona odłamkami szkła, ale nie zwracała na nią uwagi. Przerażona wpatrywała się w telewizor na ścianie.

 - Poszukiwany jest seryjny gwałciciel i morderca widziany ostatnio w San Francisco. John Keyens jest poszukiwany w pięciu stanach za dokonanie trzynastu brutalnych morderstw. Ktokolwiek go widział proszony jest o kontakt z miejscową policją. – Głos ślicznej prezenterki telewizyjnej ucichł, a na ekranie pojawiła się twarz poszukiwanego.

Rysopis pamięciowy przedstawiał nikogo innego, jak klienta, który zostawił jej dzisiaj największy napiwek.

Kogoś kim miała się nie przejmować.

Gościa „z dziesiątej.”







Kochani, mam nadzieję, że rozdział się wam spodoba, chociaż myślałam, że będzie zawierał więcej treści. Ale musiałam go skrócić ze względu na długość. Podobno wpatrywanie się w litery na ekranie przez długi czas jest niezdrowe, więc nie będę was katować tekstami o objętości dwudziestu stron. ;p

Mam nadzieje, że nikogo nie uraziła scena z Harrym w pokoju hotelowym, a wręcz odwrotnie, rozbudziła waszą wyobraźnie.
Wracam do mojej matematyki. Do zobaczenia przy następnym rozdziale.

6 komentarzy:

  1. O, widzę, że jestem pierwsza fajnie. Zaznaczę na samym początku, że o 15 zaczyna mi się wykład, na który już nie pójdę, bo miałam tylko zobaczyć Twojego bloga, a jednak się zaczytałam, więc uznaj to za komplement :D

    Radziłabym Ci przeczytać jeszcze raz uważnie ten rozdział, bo masz kilka takich drobnych, głupiutkich błędów typu literówki, brak przecinków, kropek i takie tam. Nic wielkiego, ale po co ma byc dobrze, jak może być perfekcyjnie? ;)

    Powiem szczerze, że gdy zaczęłam czytac scenę z Harrym to miałam szczerą ochotę nacisnąc iksa w górnym, prawym rogu. Nie, nie zesmaczyłam się, za stara na to jestem, no i Twoje opisy scen erotycznych wcale nie są wulgarne ani niesmaczne, tylko po prostu pomyślałam sobie: "Kurwa, ileż można?" i zakwalifikowałam to opowiadanie jako kolejne, które zdobywa czytelników jedynie seksem i niczym innym. Nie wiem skąd to się bierze, ale każdy ff musi mieć milion scen seksu, bo inaczej nikt go nie czyta i w drugą stronę - może być okropny, aby był pornosem i każdy od razu leci czytać. Znużyło mnie to już tak okrutnie i do szpiku kości, że chyba zacznę życ w czystości do ślubu xD No ale wracając do tematu Twojego bloga, bo na tym musimy się skupić, stosunku wcale nie było! I to mnie zaskoczyło. Byłam pewna, że za kilka linijek uraczysz mnie jakimś pikantnym opisem jak on w nią wchodzi i inny oklepany do urzygu syf, a tu guzik :p Dziękuję, to uratowało wszystko i tylko dzięki temu doczytałam do końca ;) No i to wszystko u Ciebie miało swój cel, przyczynę, skutek i tak dalej. Ogólnie jestem na tak.

    Zastanowiłam się tylko nad tą drugą historią Meg. Przedstawiasz ją jako pewną siebie i swojej atrakcyjności, która raczej kpi sobie z facetów, którzy chcą ją zdobyć. Czy taka dziewczyna przy pierwszej randce z zupełnie nieznajomym chłopakiem od razu zastanawiałaby się nad tym, że nie mogłaby z nim być, mimo że jest słodki? Nie wiem, mi wydało się to zupełnie mało prawdopodobne, szczególnie w przypadku tej bohaterki.

    I jeszcze jedna rzecz, a raczej prośba. Proszę, naprawdę PROSZĘ, używaj polskiego słowa "seks" zamiast "sex", bo jak widzę tę formę z 'x' to bebechy mi się w środku przekręcają i kojarzy mi się to z dziećmi z podstawówki :p Oczywiście to Twoje opowiadanie i Tobie może się tak podobać, jasne, rozumiem to, no ale taka jest moja opinia :)

    Pisz dalej, będę do Ciebie zaglądać. Nie zniechęcaj się, ciekawi mnie, co z tego wszystkiego będzie ;)

    Pozdrawiam ciepło xxx
    http://insomnia-fanfiction.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana!

      Dziękuję Ci za ten wyczerpujący komentarz. Chociaż jak zobaczyłam jego objętość to przypomniało mi się jak miałam 12-13 lat i dopiero zaczynałam publikować w internecie i taka wielkość oznaczała na prawdę potężną dozę krytyki.

      A tutaj tyle miłych słów i rad. Nie mogę przestać się uśmiechać. OBOWIĄZKOWO zmienię sex na seks, bo to język polski, a nie angielski. Mój problem bierze się stąd, że często myślę po angielsku, wręcz zapisuję szkice opowiadania w tym języku i gdy przenoszę to już w gotową formę rozdziału mój mózg nie może się przestawić. Co za głupie narzędzie z tego mózgu. Ech...

      Co do Meg, pewnie masz trochę racji. Przydałoby się bardziej zarysować dlaczego nie podoba jej się Brian. Zapominam ciągle, że mimo iż Meg zagnieździła się w mojej podświadomości na dobre i przez cały weekend strzela mi nad głową batem, próbując zagonić mnie do pisania, to nie wszyscy znają ją tak dokładnie jak ja.

      Otóż, nie będzie z Brianem, bo przypomina jej kogoś, kto ją skrzywdził. I mimo, że stara się być silna, seksowna, samodzielna i wyzwolona, to ten ból gdzieś głęboko w niej siedzi.

      Dziękuję, że poświeciłaś swój czas i przeczytałaś moje niespecjalnie krótkie rozdziały i mam nadzieję, że sprawiło Ci to przyjemność.


      I chodzić na wykłady trzeba. Nawet jeśli są nudne jak jasna cholera. Chyba, że przedmiot nazywa się Etyka Bizneusu/lubinnejzarazy. Wtedy masz moje błogosławieństwo by wykład olać.

      Całuję.

      Usuń
  2. Wybacz moją zwłokę, ale mam do pogodzenia ostatnio dość sporo spraw. Nauka, życie towarzskie, a od niedawna dorywcza praca- to dość nowa dla mnie sytuacja, dlatego mam problem ze znalezieniem chociażby chwili dla siebie. Obiecałam Tobie, a za równo sobie, że przeczytam to opowiadanie, a tak się składa, że ja zawsze dotrzymuję swoich obietnic, jeśli tylko jest to możliwe. Przeczytanie tych trzech rozdziałów zajęło mi dość trochę czasu, ale szalenie mi się to podoba! Uwielbiam długie odcinki, więc jak najbardziej Cię w tym popieram. Podoba mi się sposób w jaki opisujesz uczucia bohaterów, otoczenie, sytuacje. Używasz ciekawych sformułowań, interesująco prowadzisz fabułę i kreujesz postacie. Dzięki temu przyjemnie mi się to wszystko czytało. Niewiele jest naprawdę dobrych opowiadań o One Direction, ale Twoje śmiało mogę do nich zaliczyć. Cieszy mnie to. Podoba mi się również fakt, że nie spieszysz się. Wszystko jest stonowane i nie wykładasz Nam od razu wszystkiego na tacę. To ogromny plus. W większości przypadków autorki w pierwszym rozdziale zarysowują ogólną sytuację, a już w drugim główna bohaterka poznaje 1D. Bardzo przypadł mi również do gustu fakt, iże Meg jest starsza od Harrego, bo to doprawdy niekonwencjonalny pomysł i chyba nie spotkałam się jeszcze z takim ff. :)
    Kiedy zaczynałam czytać pikantną scenę z Stylesem w roli głównej, nieco się przeraziłam. Nie przepadam za dokładnymi opisami scen erotycznych, lubię kiedy są one bardzo delikatne i subtelne i nie chodzi tu wcale o to, że czuję się zażenowana, czy coś w tym rodzaju, po prostu w swoim życiu przeczytałam za wiele złych opowiadań, aby teraz spokojnie na to patrzeć. Po prostu nie uważam, aby było to najważniejsze, aby tak bardzo się w to zagłębiać. Szczególnie źle czuję się, kiedy czytam takie sceny, które wychodzą spod palców bardzo młodej osoby, to wręcz przykre. U Ciebie było jednak zupełnie inaczej, przynajmniej ja to tak odebrałam. Wcale nie chodziło tutaj o sam seks, a bardziej o uczucia, które towarzyszyły Harremu podczas niego. Jego rozmyślenia, frustracje, to wszystko sprawiło, że ta scena wydała mi się być na miejscu. Swoją drogą.. Zaskoczyłaś mnie tym, iż tak naprawdę do niczego nie doszło, a moment kiedy Harry spogląda w oczy w tej dziewczynie- idealnie opisałaś jego uczucia, podobało mi się to szczególnie.
    Czułam, że facet z baru nie jest jakimś tam przypadkowym mężczyzną, który po prostu upatrzył sobie Meg jako kolejną zdobycz, ale czegoś takiego nie spodziewałam się w ogóle! Przyznam, że z początku wydało mi się to przesadnie dramatyczne, ale gdy teraz sobie o tym myślę, uważam to za naprawdę fajny i ciekawy pomysł, z którego można wiele wyciągnąć. Jestem ciekawa, jak Ty to wykorzystasz i rozegrasz. :) Rozpisałabym się jeszcze bardziej, ale jest już prawie 2:30, a ja rano idę do kina sprzedawać bilety, także postaram się zrobić to innym razem. Mam oczywiście nadzieję, że nie będziesz miała mi tego za złe. :) Tymczasem pozdrawiam Cię cieplutko i życzę masy weny! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet przez sekundę nie przeszło mi przez głowę by się gniewać o jakąkolwiek zwłokę. Opowiadanie piszę dla ludzi. Czasami piszę opowiadania, które dostają tylko moi znajomi drogą mailową. Innym razem piszę coś dla rodziny, więc są zmuszeni siedzieć na kanapie z wydrukiem i się zachwycać, a potem wyrażać swoją szczerą opinię prost mi w twarz.

      Tu publikuję dla was, internetowych czytelników, więc możecie komentować w dowolnym dla was momencie. A kiedy to robicie, zwłaszcza w takiej formie jak ty, albo jak wyżej panna Vasply, to jestem przeszczęśliwa.

      Cieszę się, że opowiadanie przypadło Ci do gustu. Niezwykle miło jest mi to słyszeć, ponieważ już dobrych kilka lat w wirtualnym świecie nie publikowałam i nie miałam pewności, czy nadal dobrze się mnie czyta. Obawiałam się też że moje pióro zardzewiało, bo powiedzmy sobie szczerze - na ekonomii nie ma miejsca na wiele twórczego pisania.

      Scena erotyczna. Hym... Nie sądziłam, że w dobie 50 twarzy Grey'a, wywoła ona takie kontrowersje. Jednak pękam z dumy, że przyjemnie was rozczarowałam. Ha. 1:0 dla mnie. ;pp

      Koleś z baru, początkowo nie istnieje w zarysie fabuły. Mogę zaraz zrobić zdjęcie tejże długiej rozpiski i to udowodnić. Jednak po konsultacji z moją żywą grupą doradczą zdecydowałam się umieścić trochę dramatyzmu, bo podobno bez niego opowiadanie zmienia się w wynurzenia nad sensem ludzkiego życia i miejscem bólu w nim. Więc aby nie uciec w pompatyczność mamy taki motyw.

      Dziękuję, dziękuję, dziękuję za poświęcony czas i uwagę.
      Wracam do zastanawiania się czy M&H powinni się spotkać w najbliższym rozdziale, czy poczekać do następnego. No, i idę na wykłady.

      Całuję, pozdrawiam i niech Kalliope czuwa nad wami!

      P.S Podziwiam za pracę. Sama wracam za bar od semestru zimowego. ;p


      Usuń
  3. kocham to opowiadanie! wiedzilam ze ten gosciu nie znalazl sie tam przypadkowo.. oby tylko go znalezli.. albo harry ja obronil hihi.
    czekam na nowy!
    ps cudny naglowek *-*

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie zawiodłaś mnie ani trochę kolejnym rozdziałem. Dalej jestem pod ogromnym wrażeniem. Targają mną różne emocje i szczerze mówiąc nie wiem, co mogłabym napisać. Może to, że totalnie zaskoczył mnie obrót spraw z Harrym. Nie sądziłam, że zdoła powstrzymać swoją rządzę pożądania i chęć zagłuszenia bólu związanego z samotnością i tak dramatyczną potrzebą bliskości. Ale jestem z niego dumna, naprawdę. Swoimi czynami skrzywdziłby tę dziewczynę, która mogłaby sobie wyobrażać coś więcej. W ogóle uwielbiam sposób, w jaki wykreowałaś tutaj Stylesa. Uwielbiam jego postać, jestem chyba największą fanką!
    Cieszę się, że wujek Briana w końcu przejrzał na oczy i zatrudnił Meg w barze. Należało się dziewczynie, szczególnie, że zna się na robocie, ma doświadczenie i po prostu się do tego nadaje. Pomimo tego, że nic nie będzie między nią a sympatycznym Brianem, wciąż utrzymują dobre i przyjazne stosunki, z czego się cieszę. Ale totalnie zaskoczyła mnie ta akcja z tym mordercą! Tym liścikiem w sumie też bym się nie przejęła, po alkoholu ludzie wyprawiają różne, dziwne rzeczy. Ale nie spodziewałam się, że jest poszukiwany! Umarłabym ze strachu na miejscu Meg i jestem pewna, że ona czuję się podobnie. No nic, idę czytać szybko czwórkę :)

    OdpowiedzUsuń